Reklama

Konkurencja dała o sobie znać

Na podstawie zestawienia firm windykacyjnych, przygotowanego przez PARKIET, można szacować, że rynek urósł w ubiegłym roku o 27%. Popularnością cieszyły się szczególnie zakupy pakietów należności do windykacji na własne ryzyko. Ten segment był prawie o 150% większy niż rok wcześniej. Konkurencja między firmami chętnymi do zakupów sprawiła jednak, że ceny poszły w górę. Może to być zapowiedź pojawienia się problemów w branży windykacyjnej.

Publikacja: 31.05.2005 09:59

Na razie są jednak sukcesy. Osiemnaście firm, które zdecydowały się przekazać informacje o swojej działalności, przyjęło w ubiegłym roku do windykacji wierzytelności o wartości 5,7 mld zł. W porównaniu z poprzednim rokiem rynek powiększył się o 26,3%. Różnica w wartości należności przyjętych do windykacji wyniosła blisko 1,2 mld zł. Warto przypomnieć, że Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową, który w ub.r. zajął się badaniem potencjału rynku windykacyjnego, prognozował, że wzrost zamknie się w przedziale 15-20%. Okazało się więc, że branża jest w stanie radzić sobie lepiej niż przewidywali analitycy.

Skąd się wziął ten wzrost? Odpowiedź na to pytanie łatwo znaleźć, gdy tylko porówna się strukturę rynku w ostatnich dwóch latach. W 2003 r. zdecydowanie dominowała windykacja na zlecenie. W firmach, które ujawniły swoje dane, wartość należności dochodzonych na rzecz klientów niemal sześciokrotnie przewyższała nominalną wartość portfeli odkupionych do windykacji na własne ryzyko wyspecjalizowanych firm. Rok później ta różnica była już dwa razy mniejsza.

Okazuje się, że dynamika windykacji na zlecenie niewiele przewyższała w ub.r. prognozy sformułowane przez IBnGR. Ten segment rynku powiększył się o 23,4% w porównaniu z 2003 r.

Moda na zakupy portfeli

Tym, co może wydawać się zaskakujące, był prawdziwy boom w windykacji należności odkupionych od pierwotnych wierzycieli. O ile w 2003 r. wartość odkupionych wierzytelności nie przekraczała pól miliarda złotych (ta kwota nie uwzględnia działalności Intrum Justitia, które nie zdecydowało się na podanie szczegółowej struktury), to rok później było to już 1,15 mld zł.

Reklama
Reklama

Przełom był możliwy m.in. dzięki postawie sektora bankowego. To banki są postrzegane jako główni "dostawcy" przeterminowanych wierzytelności do windykacji. Od nich jedynie zależy, czy zdecydują się na ich sprzedaż. Do niedawna robiły to niechętnie. Powodem były niekorzystne rozwiązania podatkowe, które z ich punktu widzenia mocno obniżały atrakcyjność tego typu operacji. Miała ona znaczenie głównie z punktu widzenia stanu portfela banku. Opłacalność była bowiem niewielka. To zmieni się wraz z pierwszymi transakcjami odkupu należności bankowych przez fundusze sekurytyzacyjne. Jednak sprzedaż wierzytelności bankowych odbywała się i w ubiegłym roku. I to na dość dużą skalę. W sumie kilka czołowych firm zajmujących się windykacją masową kupiło portfele wierzytelności na łączne kwoty rzędu stu kilkudziesięciu milionów złotych każda.

W większości przypadków nie jest to zresztą działalność w pełni na własny rachunek. Firmy windykacyjne szukają inwestorów finansowych, którzy byliby gotowi zaangażować się w ryzykowne, ale potencjalnie bardzo dochodowe przedsięwzięcie. Jak się okazuje - skutecznie. Dla części firm jest to podstawowy model działania. Tak postępuje giełdowy Best. Według prezesa Grzegorza Dmowskiego, w Intrum Justitia wierzytelności odkupywane od pierwotnych właścicieli stanowią istotną część całego obsługiwanego portfela. Sytuacja Intrum jest komfortowa o tyle, że firma należy do międzynarodowego koncernu windykacyjnego i finansowanie wykupów jest zapewnione przez centralę w Szwecji. Duży udział odkupionych wierzytelności ma w swojej działalności KCW Ultimo. W przypadku tej firmy w ubiegłym roku zachowana była jednak równowaga - mniej więcej tyle samo odkupiono, ile przyjęto do windykacji na zlecenie. Zdecydowanie mniejszy jest udział wierzytelności odkupionych w portfelu Kruka. Ta spółka deklaruje jednak, że zakupów dokonuje ze środków własnych. To właśnie one miały być powodem zmniejszenia się o jedną trzecią wyniku netto pierwszego gracza na krajowym rynku windykacji.

Chociaż dynamika rozwoju windykacji na zlecenie była mniejsza niż odkupywania portfeli, to i w tym wypadku ubiegły rok przyniósł wyraźną poprawę perspektyw. Powodem było wejście w życie nowelizacji ustawy Prawo bankowe, w której unormowano problem outsourcingu w bankowości. Firmom zajmującym się windykacją masową otworzyło to szeroko drzwi zarówno do samego windykowania należności na zlecenie, ale także, na przykład, do monitorowania zdrowych portfeli. Outsourcing może iść dużo dalej. Firmy windykacyjne, dysponujące odpowiednim know--how i wyposażone w nowoczesne rozwiązania technologiczne, byłyby w stanie zastępować banki nawet już na etapie księgowania wpłat od kredytobiorców. Zdaniem specjalistów, outsourcing jest także w interesie samych banków: mogą one w ten sposób ograniczyć koszty, jednocześnie poprawiając efektywność działania.

Najwięksi nie urośli

Jak wyglądała sytuacja poszczególnych firm w branży? Kruk i Intrum Justitia, dwaj liderzy branży, mieli w 2003 r. tak dużą przewagę nad pozostałymi konkurentami, że trudno było się spodziewać, by ktokolwiek zdołał odebrać im czołowe pozycje. I tak się, oczywiście, nie stało. Charakterystyczne jednak, że ich przewaga nad następnymi w kolejności firmami wyraźnie się zmniejszyła. Powodem było to, że wartość spraw przyjętych do windykacji przez dwójkę liderów w ub.r. nie wzrosła, natomiast kilka następnych firm zanotowało dynamikę kilkudziesięcioprocentową (jak Euler Hermes, który działa jednak w nieco innym segmencie od innych najważniejszych przedsiębiorstw) albo nawet kilkusetprocentową (jak EGB Investments).

Chętnych do zakupów było tak wielu, że - jak wynika z wypowiedzi specjalistów z branży - podaż nie nadążyła za popytem i ceny sprzedawanych portfeli wyraźnie poszły w górę. Taka sytuacja miała miejsce szczególnie od połowy ub.r. Według prezesa Intrum Justitia, ceny proponowane przez konkurentów były przynajmniej o kilkanaście procent wyższe od tych, po jakich gotowa była odkupywać wierzytelności jego firma. W niektórych przypadkach ostateczni nabywcy płacili kilka razy więcej niż proponował Intrum.

Reklama
Reklama

Dla tej firmy oznaczało to aktywność mniejszą od zaplanowanej i wiązało się z koniecznością ograniczenia zatrudnienia. Na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy pracę straciło tam ponad 20 osób. Zdaniem szefa Intrum, konsekwencje wzrostu cen poniosą jednak również ci, którzy zawarli transakcje. - Wydaje mi się, że do ucywilizowania rynku jeszcze daleko. Będą jeszcze transakcje zawierane po cenach, dla których nie ma ekonomicznego uzasadnienia - powiedział Grzegorz Dmowski.

Z tą oceną zgadza się Janusz Tchórzewski, prezes Ultimo. - Sytuacja na rynku wyraźnie różni się od tego, co można było obserwować np. dwa lata temu. Wtedy rentowność była dużo wyższa niż obecnie. Teraz nie można liczyć na tak szybkie zyski z windykacji. A trzeba pamiętać, że w naszej branży za złe długi płaci się dobrymi pieniędzmi.

Kiedy przyjdzie chwila prawdy dla branży windykacyjnej? Zdaniem szefów dużych firm, nastąpi to w najbliższych dwóch, trzech latach. Wynika to m.in. ze specyfiki tej części branży, która działa na rynku masowym. - Zdecydowana większość działań windykacyjnych jest podejmowana w ciągu roku po zakupie albo przyjęciu zlecenia na dany portfel. Po tym czasie wiadomo już, jaka część należności zaczęła pracować. Jeśli do tego momentu nie uda się doprowadzić do obsługi zobowiązania przed dłużnika, szanse są już bardzo niewielkie - wyjaśnia Krzysztof Borusowski, prezes gdyńskiego Bestu.

To oznacza, że duże portfele, które odkupywano w ubiegłym roku i które teraz trafiają na rynek, dość szybko pokażą swoją prawdziwą wartość. - Myślę, że niektóre z firm, które dokonywały zakupów, już rozumieją, jak były one "udane". Albo odczują to wkrótce - przewiduje prezes Intrum.

Dobre albo wcale

Teraz wyniki finansowe dużej części największych firm w branży prezentują się bardzo dobrze. Znaczący wzrost zysków ma na koncie zarówno Intrum, którego zwrot na kapitale wynosił w ub.r. ponad 1600%, jak i Ultimo czy Best. Menedżerowie firm sami są często gotowi przyznać, że dobre wyniki to znów w części specyfika branży - to, co udaje się odzyskać w przypadku zakupionego portfela, działa na korzyść wyniku. Strat nie widać - dopóki portfel nie zostanie "zamknięty", co następuje po mniej więcej pięciu latach.

Reklama
Reklama

Najwyraźniej nie wszyscy mają się jednak czym pochwalić. Wyniku netto nie podały takie firmy, jak Euler Hermes, iCentrum czy Presco. W przypadku iCentrum, którego znaczącym udziałowcem jest Getin Holding, sprawa jest prosta: - Nie wyglądają one imponująco z tego względu, że jesteśmy stosunkowo młodą firmą i lata 2003 oraz 2004 to okres wzmożonych inwestycji (nowe biura, samochody, stanowiska pracy itp.), tak więc wyniki finansowe na tle naszej konkurencji wypadają blado - przekazała nam Aneta Alczyk, rzeczniczka firmy.

W Presco poinformowano nas jedynie, że ubiegły rok nie był jeszcze zamknięty. Jednocześnie firma przyznała, że jej przychody były w ub.r. mniejsze niż w 2003. Spadek nie był duży - wyniósł 3%. Towarzyszył dwucyfrowej dynamice wartości należności przyjętych do windykacji (w ujęciu procentowym szybciej rósł segment "odkupu", ale pod względem wartości większe znaczenie miały zlecenia).

Na temat zysków Euler Hermes - Zarządzanie Ryzykiem trudno snuć jakiekolwiek przypuszczenia. Tym, co rzuca się w oczy, jest podobna dynamika wartości wierzytelności przyjętych do windykacji i przychodów brutto. Nietrudno o wniosek, że ceny usług pozostawały w ub.r. na poziomie zbliżonym do obowiązujących w 2003 r.

Jak powstało zestawienie

Źródłem informacji były ankiety wysłane przede wszystkim do firm będących członkami Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych i zajmujących się windykacją masową oraz do członków Polskiego Związku Windykacji, gdzie przeważają przedsiębiorstwa działające w segmencie korporacyjnym. W przypadku tych drugich, liczba nadesłanych odpowiedzi była niewielka. Te firmy, które zdecydowały się na podanie informacji finansowych, wystawiły sobie swoiste "świadectwo moralności". Electus, członek PZW, poinformował, że nie jest typową firmą windykacyjną - zajmuje się wyłącznie zakupem wierzytelności wobec jednostek budżetowych Skarbu Państwa i restrukturyzacją zadłużenia tych podmiotów.

Reklama
Reklama

Należy podkreślić, że dane pochodzą bezpośrednio od firm. Nie było możliwości ich weryfikacji.

Użyte w tabeli określenie "należności przyjęte do windykacji" rozumieliśmy w najszerszy możliwy sposób. Prosiliśmy firmy o uwzględnienie zarówno kwot głównych, jak i narosłych od nich odsetek. Jeśli wierzytelność została odsprzedana - chcieliśmy, by również została uwzględniona w podawanych nam informacjach.

W przypadku zakupu wierzytelności do spółki celowej, w której firma windykacyjna ma tylko część udziałów albo nie ma ich w ogóle, ale była "organizatorem" transakcji - prosiliśmy o podanie kwoty całego portfela. W odniesieniu do przychodów i zysku z takich transakcji przyjęliśmy inne podejście - poprosiliśmy o dane skonsolidowane, obejmujące bezpośrednio firmę windykacyjną oraz spółki celowe - ale tylko zgodnie z udziałem procentowym spółki zajmującej się w projekcie windykacją.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama