Bruksela zdecydowała wczoraj o rozdzieleniu nadwyżki budżetowej Unii z 2004 r. Z 2,73 mld euro Polsce przypadło 50 mln euro. O tyle zmniejsza się nasza tegoroczna składka. Problem w tym, że Komisja jednocześnie zaktualizowała zwyczajowo wskaźniki makroekonomiczne służące obliczeniom, ile powinniśmy zapłacić. Po tej operacji straciliśmy 318 mln euro. W jaki sposób?

Decydującą zmienną przy liczeniu składki jest prognozowana wielkość dochodu narodowego brutto, wyrażonego w euro. Od niej zależy niemal 90% wszystkich płatności. Polska płaci do unijnej kasy około 0,75% swojego PKB. W kwietniu 2004 r., kiedy Bruksela budowała tegoroczny budżet, ustalono, że Polska wpłaci w tym roku 2,16 mld euro. Po ponownym przeliczeniu - w kwietniu 2005 r. - Komisja wyznaczyła nową składkę - 2,37 mld euro. Różnica wynika z faktu, że przy projektowaniu KE przeliczyła polskie dane dotyczące PKB po kursie z 1 kwietnia 2004 r. (4,73 PLN/EUR), a przy aktualizacji - uwzględniła kurs z początku kwietnia 2005 r. (4,08 PLN/EUR). Praktycznie niezmieniona została tymczasem prognoza tempa wzrostu dochodu narodowego.

W efekcie w II półroczu zwiększą się płatności na rzecz Unii - ze 600 mln zł do około 890 mln zł średnio na miesiąc. Pieniędzy na rozliczenia z Brukselą wystarczy - powiedział Wiesław Szczuka, wiceminister finansów. Szczęśliwie bowiem składki na rzecz Unii wpłacamy po kursie z końca 2004 r.(również 4,08 PLN/EUR). Do tej pory oznaczało to, że wpłacić musieliśmy 8,57 mld zł (przekazaliśmy już 4,3 mld zł). Po przeszacowaniu PKB nasza składka wynosi 9,69 mld zł. Ale to i tak mniej, niż zapisano w polskim budżecie. Na płatności unijne zarezerwowano na ten rok 10,22 mld zł. Tyle wyszło z przeliczenia składki na polską walutę według kursu z kwietnia 2004 r.