Po raz kolejny potwierdziło się, że koniunktura na rynku surowcowym zależy niemal wyłącznie od zmian cen ropy naftowej. Na 21 tegorocznych tygodni aż w 19 przypadkach kierunek zmian notowań ropy zgadzał się bowiem z kierunkiem zmian indeksu CRB Futures, obejmującego kontrakty terminowe na 17 towarów i surowców (w tym m.in. ropę i wytwarzany z niej olej opałowy). W zeszłym tygodniu cena ropy poszła w górę o 6,1%, indeks wzrósł zaś o 1,9%.

Po trwającej dwa tygodnie stosunkowo ostrej zwyżce - łącznie o 17% - ropa znów przekroczyła próg 55 USD za baryłkę (gatunek light crude, którym handluje się w Nowym Jorku). Od rekordowych notowań z początku kwietnia dzieli ją więc niewiele ponad 2 USD - a to oznacza, że jeśli cena będzie się pięła w tempie z ostatnich sesji, nowe rekordy są kwestią dni. W konsekwencji także CRB Futures ma szansę na spory ruch w górę. Do przebicia szczytu z połowy marca potrzeba zwyżki o ok. 5% - w przypadku ropy do rekordu wystarczy wzrost o 4%.

W ostatnim czasie ropa drożała głównie za sprawą obaw, że jej podaż nie będzie nadążać za wzrostem konsumpcji paliw. Chodzi przede wszystkim o przyspieszającą gospodarkę amerykańską, na którą przypada aż 25% ogólnego światowego zużycia ropy. Nadzieją na zażegnanie groźby kryzysu na rynku byłoby zwiększenie wydobycia przez państwa OPEC, ale z pojawiających się informacji wynika, że nie wszyscy członkowie organizacji się na to zgadzają. Na początku wczorajszych notowań za Atlantykiem ropa light crude zdrożała o 0,7%, by potem spaść poniżej piątkowego zamknięcia.