Poczta tworzyła nowe podmioty, niezwiązane z podstawową działalnością firmy, od 1990 r. Chodziło o znalezienie dodatkowych źródeł zysków przy wykorzystaniu istniejącej sieci sprzedaży. Problem w tym, że działania te przyniosły odwrotny efekt. NIK obliczył, iż od 1990 r. spółki, w których była udziałowcem, straciły łącznie 55,7 mln zł. W rezultacie w latach 2002 - I półrocze 2004 r. (tego okresu dotyczyła kontrola Izby) Poczta ratowała deficytowe podmioty, dofinansowując je kwotą 52,83 mln zł. Najwięcej dostały: Bank Pocztowy (32,9 mln zł) i Pocztowe Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych (19 mln zł).

Według NIK, słabe wyniki finansowe spółek założonych przez operatora to efekt kiepskiego nadzoru ze strony dyrekcji generalnej. - Strategia Poczty wobec spółek kształtowana była przez jej wspólników - twierdzi Ewa Spychaj, doradca Izby. Chodzi o Prokom i BNP-Paribas. Sopocka spółka weszła kapitałowo do wykonującej usługi informatyczne Postdaty. Dzięki temu Prokom uzyskał dostęp do zamówień pocztowych - i to bez przetargów. Francuski bank uzyskał natomiast dzięki spółce Fund Services dostęp do baz danych Poczty i zarabiał na ich administrowaniu. Jednocześnie poprzez spółkę zależną - Cardif - inwestował w Powszechne Towarzystwo Emerytalne Arka-Pocztylion, zyskując olbrzymią sieć dystrybucji.

Największe patologie kontrolerzy Izby znaleźli w Pocztowej Agencji Usług Finansowych, w której operator ma 60% udziałów (reszta należy do Cardif). Spółka zajmować się miała dystrybucją polis ubezpieczeniowych, wykorzystując sieć Poczty. NIK stwierdził jednak, że de facto PAUF służyła nagradzaniu kadry kierowniczej. W 2003 r. zarząd, dyrektorzy, administracja i menedżerowie spółki zarobili 1,77 mln zł. Akwizytorzy, a więc osoby, które wypracowują przychody - zaledwie 130 tys. zł.