W Europie Zachodniej bez wątpienia trwa hossa. Indeksy takie jak niemiecki DAX czy francuski CAC-40 znajdują się na poziomach najwyższych od trzech lat. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że obecna hossa to w długiej perspektywie ciągle tylko odrabianie strat z bessy z lat 2000-2002. Zarówno DAX, jak i CAC40 pokonały niedawno poziom 38-proc. zniesienia ówczesnej przeceny. Sukces ten nie przyszedł tak łatwo - indeksy zmagały się z tym długoterminowym oporem już od marca. Kolejne kluczowe zniesienie (50%) w przypadku niemieckiego wskaźnika przebiega w okolicy 5160 pkt. Na razie dotarcie do niego to odległa perspektywa. Wystarczy wspomnieć, że DAX utrzymywał się w strefie pomiędzy poprzednimi dwoma zniesieniami (23,6% i 38%) przez półtora roku. W przypadku francuskiego CAC-40, kolejne zniesienie (ok. 4660 pkt) pokrywa się dodatkowo z oporem wynikającym z serii szczytów z przełomu lat 2001 i 2002.
Zadyszki dostał natomiast w ostatnich dniach rynek amerykański. S&P 500 przeszedł do krótkoterminowej konsolidacji. Na razie należy ten fakt traktować jako korektę trendu wzrostowego. Zagrożenie większą przeceną pojawi się w momencie wybicia w dół z konsolidacji. Ostatnie położone blisko siebie lokalne dołki pokrywają się ze szczytem z początku kwietnia - 1191 pkt. Przebicie tego poziomu będzie można traktować jako sygnał sprzedaży. Prawdopodobny wówczas stanie się spadek indeksu na wysokość linii trendu wzrostowego biegnącej po trzech dołkach z kwietnia i maja. Obecnie znajduje się ona w okolicy 1170 pkt. Jeśli natomiast obecna łagodna korekta nie przerodzi się w silniejsze spadki, oczekiwać będzie można kontynuacji trendu i zwyżki w kierunku tegorocznego maksimum z 7 marca - 1225 pkt.
Impet straciła też zwyżka Nasdaq Composite. Co gorsza, korekta jest tu nieco szybsza niż w przypadku S&P 500, co objawia się w spadku siły relatywnej. Nasdaq nie zdołał utrzymać się ponad szczytami z lutego i marca (ok. 2100 pkt), co daje chwilową przewagę niedźwiedziom.