Enron zbankrutował w 2001 r., gdy wyszło na jaw, że stosował kreatywną księgowość, by poprawiać wyniki. Plajta ta kosztowała akcjonariuszy spółki ok. 30 mld USD. Większość z nich domaga się odszkodowania nie tylko od byłego zarządu energetycznego koncernu, ale również od banków, które miały wiedzieć o nadużyciach księgowych w spółce i pomagać w ich ukrywaniu. W gronie tym znalazł się Citogroup, który w piątek ogłosił zakończenie sporu z inwestorami.
Otrzymają oni od banku 2 mld USD w zamian za co wycofane zostaną wszystkie pozwy z sądu. - To oznacza definitywne zakończenie sprawy i myślę, że będzie sprzyjać notowaniom Citigroup na giełdzie - mówi, cytowany przez Bloomberga, Ralph Cole z amerykańskiego funduszu Ferguson, Wellman Capital Management.
Citigroup ma pieniądze, żeby "spłacić" akcjonariuszy Enronu. Prawdopodobnie weźmie je ze specjalnego funduszu przeznaczonego właśnie na pokrywanie kosztów prawnych, w którym ma zgromadzone obecnie ok. 6,7 mld USD. To nie pierwsza taka operacja koncernu w ostatnim czasie. W ub.r. Citigroup zapłacił 2,65 mld USD, aby pokryć roszczenia udziałowców innego gigantycznego amerykańskiego bankruta - WorldComu.
Prezes firmy Charles Prince może być zadowolony. To kolejny krok w kierunku tego, żeby poprawić reputację spółki, nadszarpniętą w ostatnim czasie. Przypomnijmy, że oprócz zaangażowania w oba gigantyczne bankructwa za Atlantykiem, Citigroup w ub.r. został też oskarżony o manipulowanie europejskim rynkiem obligacji rządowych (pracownicy firmy dokonali nielegalnych operacji na elektronicznej platformie MTS). W Japonii natomiast oddział specjalizujący się w bankowości prywatnej (obsługa najbogatszych klientów) umożliwiał pranie pieniędzy.
Aby poprawić wizerunek Citigroup prezes Prince kilka miesięcy temu ogłosił wprowadzenie specjalnego kodeksu etycznego wewnątrz firm. Osobiście zamierza co roku udawać się do liczących się oddziałów firmy w poszczególnych krajach, by kontrolować, jak jest zarządzany. W Polsce Citigroup jest inwestorem strategicznym Banku Handlowego.