Nieważne jak, ważne, że po nazwisku. Powiedzonko niezbyt mądre, ale konsekwencje daleko idące. Narzucany przez odbiorców charakter wielu mediów - zwłaszcza elektronicznych - sprawia, że czasem nie jest szczególnie ważne, czy ktoś ma w ogóle COKOLWIEK do powiedzenia. Chodzi bowiem o to, JAK swą światłą myśl wybrany "setkowicz" (od określenia krótkiej wypowiedzi do kamery, nie mylić ze środkiem zacieśniania kontaktów międzyludzkich...) wyrazi. Intonacja, mimika, gestykulacja, ale przede wszystkim - barwny, obrazowy język. Ma to swoje znaczenie w nudnym dla większości publiki świecie finansów, wskaźników, prognoz... Żeby skłonić widza do zainteresowania kompletnie nieseksownym dlań tematem, trzeba wymyślić jakiś kuszący greps. Grepsy bywają niezłe, ale czasami wywołują, równie niezłe, zamieszanie. I to nie wiadomo, czy w ogóle zgodne z intencjami sprawcy... Sprawa może mieć poważne konsekwencje, jeśli do słów przywiązuje wagę zbyt liczne audytorium. Takie choćby jak... większość analityków na świecie.
Zaskakującą, sportową metaforą popisał się niedawno szef jednego z banków systemu Rezerwy Federalnej w USA. Rynek, oczekujący w większości kontynuacji polityki umiarkowanych, ale konsekwentnych podwyżek stóp, usłyszał (w uproszczeniu), że Fed ma za sobą osiem rund. Słowa owe zinterpretowano jako analogię do baseballa, w którym rund jest dziewięć. A skoro tak, to do zakończenia cyklu podwyżek brakowałoby jeszcze jednej "rundy". Niektórzy analitycy zaczęli zastanawiać się, czy aby nie jest to sekretny, zawoalowany sygnał ewentualnego odejścia od wcześniej "obstawianego" scenariusza kontynuacji długiej serii umiarkowanych, ale konsekwentnych podwyżek.
Dość kąśliwie o owej baseballowej metaforze pisali niektórzy dziennikarze. Ale wypowiedzi, bądź co bądź, przedstawiciela Fed nie potraktowano przecież li tylko w kategoriach językowego żartu. Oczekiwano, że może sprawę wyjaśni sam Alan Greenspan, który akurat ostatnio miał po temu okazję, spotykając się z politykami. Szef Fedu pozostał jednak sobą. Zgodnie ze zwyczajem, ponownie nieco zdezorientował słuchaczy, z jednej strony zapewniając, że inflacja jest pod kontrolą, a z drugiej - sugerując podtrzymanie tempa podwyżek stóp. Co jednak nie zmieniło zbytnio faktu, że rynek zadziwia sam siebie wysokimi cenami i niską rentownością nie tylko amerykańskich papierów skarbowych. Słowem - ani poeci, ani słuchacze nie bardzo wiedzą, jak to wszystko wytłumaczyć.
Wniosek? Słuchajmy uważnie, ale zachowujmy stosowny dystans. Wypowiedzi niektórych "poetów" świata finansów, skądinąd czasem bardzo sympatycznych, wymagają "filtra", poprawki na medialny, ale niekoniecznie merytoryczny, charakter owych zachowań. Starając się "przebić" do mediów, błysnąć na scenie, jedni sięgają po baseball, inni po Jennifer Lopez. Zresztą, dzięki nim czasami jest faktycznie zabawnie. Także w finansach. W długim terminie na rynku liczą się jednak zdecydowanie bardziej twarde dane i konkrety, które z powodzi słów i chwytliwych metafor pozostaje nam staranie odławiać.
Powyższy tekst jest wyrazem osobistej wiedzy i poglądów autora i nie może być inaczej interpretowany.