- Zbyt słaby popyt ze strony konsumentów w Europie prawdopodobnie ograniczy nasze oczekiwania dotyczące zysku w najbliższym czasie - powiedział wczoraj analitykom w Amsterdamie Gerard Kleisterlee, prezes holenderskiego koncernu. Tym samym spółce będzie trudno spełnić całoroczną prognozę, która zakłada, że sprzedaż koncernu wzrośnie o 5-6%. Niektórzy analitycy są wręcz przekonani już teraz, że jej zrealizowanie będzie niemożliwe. - Nawet o 5-proc. zwyżce Philips powinien zapomnieć - stwierdził, cytowany przez agencję Reutera, Victor Bareno z amsterdamskiego biura SNS Securities.
Analitycy podkreślają, że spadek popytu w pierwszej kolejności odczuwa dział produkujący sprzęt gospodarstwa domowego (miksery, odkurzacze, ekspresy do kawy itd.). Jednak również jednostki wytwarzające użytkowy sprzęt elektroniczny (telewizory, odtwarzacze DVD, sprzęt Hi-Fi) i oddział półprzewodników notują słabsze rezultaty. W I kwartale zysk netto Philipsa spadł aż o 79%, głównie za sprawą strat działu produkującego telewizory plazmowe i spadku zysku jednostki wytwarzającej półprzewodniki. Prezes Kleisterlee chce postawić na rozwój jednostki produkującej sprzęt medyczny, która jest mniej uzależniona od wahań koniunktury gospodarczej.
Przedstawiona wczoraj gorsza prognoza spowodowała, że akcje Philipsa odnotowały najsilniejszy spadek od dwóch lat, aż o ponad 5%. W ślad za nim podążyły inne spółki z branży high-tech. Wyniki Philipsa, jednej z największych firm z tego sektora w Europie, są bowiem istotnym wyznacznikiem koniunktury wśród spółek specjalizujących się w zaawansowanych technologiach.
Bloomberg, Reuters