Kazimierz Marcinkiewicz: Jeśli kapitał będzie tu najtańszy, a sytuacja gospodarcza stabilna, dużo łatwiej będzie zachęcić zewnętrzne spółki. To jednak nie jest wystarczające. Gospodarka na świecie wcale nie wybiera tylko najlepszych rozwiązań. Mamy możliwość prowadzenia dość aktywnej polityki gospodarczej przez aktywność polskich firm na rynku Europy Środkowowschodniej, np. na Ukrainie, która się szeroko otwiera na Polskę. W ten sposób, poprzez współpracę (a jest kilka ciekawych propozycji), można zachęcić zagraniczne firmy do wejścia do Polski.
Trzeba korzystać z prywatyzacji, choć firm, które będzie można sprzedać, pozostało jeszcze za ok. 40 mld zł. Z tego na giełdę trafi może połowa, może nieco więcej. Ten proces jednak skończy się do 2010 r.
Może warto się też zastanowić nad tym, w jaki sposób ułożyć stosunki giełd w Europie Środkowowschodniej, z giełdą warszawską na czele. To niekoniecznie musi być tylko i wyłącznie prywatyzacja. Na świecie wdrażane są nowe formy współpracy między rynkami.
Odniosę się jeszcze do kwestii długu publicznego - w ciągu 4 lat przyrósł on prawie dwukrotnie. To ogromna skala wzrostu, która powoduje, że operowanie deficytem będzie trudne. Ale ten deficyt będzie musiał w ciągu następnych 4 lat znacząco zmaleć. Trudno przewidywać, że uda się zrównoważyć budżet w ciągu jednej kadencji, ale na pewno dążenie do tego jest konieczne. Na to jeszcze nakłada się bardzo niedobry terminarz polityczny. Wybory zostały zaplanowane w sposób najgorszy z możliwych, wskutek czego nowy rząd może powstać dopiero na przełomie października i listopada. W związku z tym część zmian, która byłaby w innej sytuacji możliwa jeszcze w 2006 r., będzie niewykonalna. Realne zmiany będzie można wprowadzać dopiero w listopadzie lub grudniu.
Mimo znacznego problemu z deficytem i finansami publicznymi wiele partii chce bardzo obniżać podatki.
Stefan Kawalec: Chcemy podatki uprościć poprzez likwidację ulg i zwolnień. Dzięki temu podstawowe stawki podatkowe mogą być obniżone, przy zachowaniu wpływów podatkowych na starym poziomie. Zakładamy, że równoważenie budżetu może się odbywać poprzez zmniejszanie wydatków. W przyszłości należy obniżyć udział podatków w naszym produkcie narodowym. Zaczynanie od obniżania podatków byłoby nieodpowiedzialne i groziłoby destabilizacją finansów publicznych.
Chcę nawiązać jeszcze do wątku ściśle giełdowego. Jak się patrzy na polski rynek kapitałowy i porównuje się go z rynkami w krajach rozwiniętych, to występują dwie bardzo istotne różnice. Po pierwsze - rola giełdy przy pozyskiwaniu nowego kapitału jest bardzo mała, zbyt mała, nie przekracza chyba 1% PKB. Po drugie - nie istnieje segment obligacji korporacyjnych. W krajach rozwiniętych obligacje korporacyjne stanowią bardzo ważny segment rynku kapitałowego, porównywalny z depozytami lub akcjami. W Polsce tego segmentu nie ma i trzeba pomyśleć nad metodami jego pobudzenia. Rynek obligacji korporacyjnych mógłby być sposobem na ograniczenie nierównowagi między popytem a podażą. Potrzebne są w tym kierunku znacznie bardziej zdecydowane działania regulatorów i giełdy, po to żeby zrobić jeden scentralizowany i tani rynek obrotu obligacjami korporacyjnymi.
Poza tym sprzeczne, nie do pogodzenia wydaje mi się to, że z jednej strony chcemy giełdy bardziej przyjaznej, z niższymi kosztami, z drugiej mamy tysiące stron regulacji ustawowych. Ktoś, kto chce na tym rynku operować, musi to przeczytać albo zapłacić innym duże pieniądze za przeczytanie.
Giełda jest instytucją bardzo bogatą - ma bardzo duże aktywa, które pozwalają jej utrzymać ludzi, majątek i tak dalej. Ona jest w niewielkim stopniu zależna od inwestorów. Prywatyzację giełdy powinno się zacząć od umorzenia części jej kapitału. Część powinien przejąć Skarb Państwa, a z części mógłby powstać swoisty fundusz rozwoju rynku kapitałowego, obniżający koszty wejścia na giełdę małych i średnich firm.
Moim zdaniem, giełdę należy traktować jako instytucję służebną, która powinna pełnić misję publiczną. I jednym z głównych elementów tej misji jest stworzenie przyjaznego miejsca do zdobywania kapitału.
Janusz Szewczak: Dodam tylko jedno zdanie do tego, co mówił pan Marcinkiewicz. Ja się zgadzam, że OFE to nasze pieniądze, ale giełda nie może być zakładnikiem OFE. Ten problem już zaczyna być widoczny. Powinniście państwo, jako przyszła władza, szukać rozwiązania, jak zorganizować relacje pomiędzy ZUS a OFE, jak skłonić je do inwestowania w realną gospodarkę, np. wielkie projekty infrastrukturalne. Trzeba o pieniądze OFE dbać.
Wróćmy do kwestii podatkowych. Jesteśmy w trudnej sytuacji, jeśli chodzi o finanse publiczne, i najbliższe lata wcale nie będą miodem i mlekiem płynące. Mamy w 2005-2006 po ok. 4 mld zł rocznie długów do oddania, jest składka do Unii Europejskiej. A więc ruchy w zakresie systemu podatkowego mogą być naprawdę niewielkie. Pytanie także, czy społeczeństwo chce obniżki podatków? Sądzimy, że obniżka stawek powinna nastąpić i musi być równa dla wszystkich grup podatkowych, choć jest to sprawiedliwość z dawnej epoki. Realna wydaje się redukcja o 2 czy 3 punkty procentowe. Nie będziemy mogli dokonać radykalnych zmian podatkowych, gdyż jesteśmy w unijnych kleszczach. Oni nam lekko nie pozwolą na podatkowe skoki. Np. mówi się w Holandii, że Polacy obniżają stawki, przez co ściągają do siebie firmy. Konieczna jest też dyskusja pomiędzy wszystkimi środowiskami politycznymi, jak uczynić naszą gospodarkę bardziej konkurencyjną. Chiny stoją bowiem u drzwi i zagrażają naszym producentom.
Elżbieta Romero: Socjaldemokracja nie będzie zmieniać podatków, ponieważ potrzebna jest teraz stabilizacja. W ostatnich czterech latach nastąpiło pewne uproszczenie, które sprowadza się do odebrania ulg i zwolnień. Ministerstwo Finansów nie podaje, jakie jest efektywne opodatkowanie naszych dochodów, a na pewno wzrosło, gdyż usunęliśmy dużo ulg, szczególnie dla osób fizycznych, dodając tylko 1% na pożytek publiczny. Zamroziliśmy też skalę podatkową i kwotę wolną.
Jeżeli zaś chodzi o Chiny, to ich konkurencyjność nie jest kwestią opodatkowania przedsiębiorstw, ale przysłowiowej miski ryżu, za którą tam się pracuje. Tu niczego nie uzyskamy, zmieniając opodatkowanie. Możemy mieć wpływ tylko na Europę. Jestem mieszkanką Szczecina i ostatnio w tamtejszym urzędzie skarbowym powiedziano nam, jak wiele przedsiębiorstw niemieckich zakłada firmy w Polsce. W ostatnim roku 700 - i to właśnie ze względu na podatki. Tak więc sprawy podatków są dla nas bardzo ważne, ale nie da się ich uprościć poprzez wprowadzenie stawki liniowej. Metod uproszczenia należy szukać w tym, co się zalicza do kosztów a czego nie, itd. Trzeba uprościć procedury i prawo względem firm, a nie progi podatkowe.
Bogdan Sedler: Konieczne jest uszczelnienie systemu podatkowego, chociażby poprzez objęcie nim korporacji wykazujących straty. Chcemy wprowadzić podatek obrotowy, ze stawką w wysokości 2%. Chodzi o to, żeby zwiększyć wpływy do budżetu i zmusić do płacenia podatków firmy, zwłaszcza z kapitałem zagranicznym. Jesteśmy zaś przeciw podatkom liniowym, bo ten system nie jest stosowany w krajach rozwiniętych.
Czy Pańska partia zostawi podatek od zysków kapitałowych?
Bogdan Sedler: Jesteśmy raczej za opodatkowaniem giełdy, ale nie jest to kwestia u nas do końca zamknięta.
Stefan Kawalec: Stajemy się cyplem otoczonym krajami, które wprowadzają jednolite stawki podatkowe: Słowacja, kraje bałtyckie, Ukraina i Rosja. Te kraje bardzo skutecznie konkurują z nami o inwestycje w regionie. Podatki nie służą do rozwiązywania setki różnych problemów - należy je rozwiązywać poprzez wydatki budżetu. Podatki służą do tego, by w jak najprostszy sposób zebrać środki do budżetu. Chodzi o to, aby płacić podatki w możliwie najprostszy sposób, dzięki czemu ludzie będą mogli się skupić na swojej działalności gospodarczej. Obecnie jest tak, że takie same towary są opodatkowane różnymi stawkami VAT, w zależności od interpretacji. Stawki to oczywiście nie jedyny aspekt komplikujący podatki, ale jest to jedna z przyczyn komplikacji. Podatki liniowe i ich stawki są zawsze niższe niż przy stawkach wielokrotnych. Chcemy uniknąć sytuacji, w której mamy wysokie stawki teoretyczne i niskie efektywne. Niech ludzie po prostu płacą te niższe stawki efektywne.
Bartosz Soroczyński: My się jeszcze zastanawiamy. Nie chcemy zrobić z podatku liniowego elementu marketingowego. Mamy grupę ekspertów, która pracuje nad tym zagadnieniem. Chciałem wrócić do odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób należy ułatwiać inwestycje zagraniczne? Partia Demokratyczna zrobiła analizę SWOT dla inwestorów zagranicznych. Odpowiedzieliśmy sobie na pytanie, jakie są największe słabości rynku polskiego i jakie elementy są najbardziej atrakcyjne. Przede wszystkim ważne jest podniesienie czytelności procedur związanych z obrotem gospodarczym, systemem podatkowym i aparatem skarbowym. Mamy zestaw mechanizmów i zmian ustawodawczych, który ułatwi funkcjonowanie przedsiębiorstw, zarówno polskich, jak i tych z kapitałem zagranicznym.
Kazimierz Marcinkiewicz: My przedstawiliśmy ofertę zmniejszenia podatków, przy czym rozkładamy ją na cztery lata, aby te zmiany były dla budżetu neutralne. Jeśli chodzi o VAT, chcemy stawki podstawowej 18% za cztery lata. Chcemy także w ciągu czterech lat obniżyć stawki PIT do 18 i 28%. W jednym i w drugim przypadku będzie to neutralne dla budżetu ze względu na rozszerzenie bazy podatkowej. Natomiast CIT pozostawiamy bez zmian - gdyż obecnie obowiązujące stawki zadziałały dobrze, zwłaszcza w ostatnim roku. Podatki, ich wysokość i przejrzystość mają bardzo duży wpływ na rozwój gospodarczy.To nie jest wpływ bezpośredni i jedyny, ale jeśli chcemy wprowadzić Polskę na ścieżkę stabilnego i szybkiego rozwoju, to sprawa podatków ma duże znaczenie.
Janusz Szewczak: Podatki mają różne funkcje, stymulacyjne, rozdzielcze itd. Nie możemy na nie patrzeć wyłącznie w ten sposób, w jaki robią to duzi przedsiębiorcy. Dlaczego w UE istnieje cały system ulg prorodzinnych, edukacyjnych, prorozwojowych itd.? Nie chcemy się chyba zamienić na poziom życia z biednymi krajami? Musimy popatrzeć szerzej - stawka liniowa niczego nie rozwiązuje. Miejsca pracy w Polsce zależą od tego, czy przedsiębiorcy będzie się opłacało zatrudnić pracownika i sprzedać towar z zyskiem. Jeśli tego nie będzie, to stawka liniowa będzie bezużyteczna.
Jaki bodziec do zmian w finansach publicznych da reforma podatkowa, która nie obniży wysokości dochodów budżetu? Jakie korzyści przyniosą takie zmiany?
Stanisław Gomułka: Podstawowe kwestie dotyczą tego, jak wpłynąć na zwiększenie wzrostu gospodarczego i zmniejszenie bezrobocia, co jest problemem młodego pokolenia. Jeżeli chcemy efektywnie te problemy rozwiązać, nie obędzie się bez naruszenia interesów wielu grup społecznych, w tym interesów emerytów i rencistów. Mamy bowiem problem transferów socjalnych w postaci zbyt wysokich rent i emerytur. Ich zmniejszenie pozwoli nie tylko na redukcję deficytu budżetowego, ale również na zwiększenie motywacji do pracy i oszczędności. Wzrośnie też możliwość finansowania inwestycji.
Wszystko to jest podporządkowane przyspieszeniu lub utrzymaniu wzrostu gospodarczego. Jeśli takie cele akceptujemy, to musimy mieć świadomość, że przyniosą określone konsekwencje. Partie jednak muszą się na to zdecydować. Chcemy mieć w Polsce wysokie tempo wzrostu PKB, ponieważ jesteśmy krajem biednym. Wiemy, jak to uzyskać. Mamy duży przyrost siły roboczej, konieczne są do tego większe inwestycje. Trzeba je sfinansować albo środkami krajowymi, albo konieczne będzie zwiększenie dopływu środków zewnętrznych, do czego jednak nieodzowne będzie szybkie wejście do unii monetarnej. A więc musimy wykorzystać wzrost gospodarczy do szybkiego obniżenia deficytu, aby móc wejść do strefy euro. Jednak politycy muszą się zdecydować, jak daleko można się posunąć i jak dokonać tego wszystkiego, aby koszty społeczne na krótką metę były jak najmniejsze?
Elżbieta Romero: Ja jeszcze o podatkach. Rozważaliśmy możliwość zmniejszenia progów podatkowych, ale korzystniej według nas będzie obniżyć składki ZUS dla rozpoczynających działalność gospodarczą. Dla małych przedsiębiorstw problemem nie jest podatek, a obciążenie składkami na ubezpieczenie społeczne. Podatek płaci się, gdy jest dochód, tymczasem obciążenie ZUS-em jest ciągłe.
Wojciech Kuryłek: Partie polityczne bardzo rzadko mogą się tak zadeklarować, jak prof. Gomułka sobie życzy. Prędzej czy później pojawia się problem, jak najmniej zamożnej grupie społecznej zrekompensować zmiany podatkowe. Zwłaszcza że założenie, iż taka reforma będzie neutralna, jest wątpliwe. Na dodatek największym problemem Polski jest potężne bezrobocie. Aby mu przeciwdziałać, możliwe są dwa podejścia - obniżenie obciążeń podatkowych albo zmniejszenie pozapodatkowych kosztów pracy. Budżetu państwa nie będzie stać na przeprowadzenie i jednej, i drugiej reformy. Nie wiem, co jest bardziej rozsądne - czy próba zmniejszenia stawki podatku dochodowego czy zmniejszenia pozapodatkowych kosztów pracy.
Stanisław Kluza: Potrzebny jest harmonogram zmian w finansach publicznych. Po pierwsze, trzeba zmniejszyć wydatki na administrację państwową, która pochłania sporą część wpływów z podatków. Po drugie, uprościć system podatkowy. Konieczne jest także usunięcie przepisów, które są niezgodne z konstytucją, np. tego, że rodziny z dziećmi są w większym stopniu obciążone podatkiem niż osoby samotnie wychowujące dzieci. Później się można zastanawiać nad tym, czy wprowadzać podatek liniowy, czy progresywny. Taką bym proponował kolejność.
Dziękujemy za udział w