Sytuacja techniczna jest wymarzona. Indeks pokonał opór na 2020 pkt. Droga na 2100 pkt otwarta i dotarcie indeksu w tamte okolice wydaje się kwestią czasu. Obraz techniczny jest więc pomyślny. No chyba, że... mamy do czynienia z pułapką. Zawsze jest jakaś furtka, taka już jest giełda...
Tymczasem opublikowane o 16.00 dane o produkcji okazały się kiepskie. Może się to położyć cieniem na dalszym wzroście - lecz nie musi. Poniedziałkowe dane były słabe, tymczasem rynek zareagował na nie bardzo krótko. Po wtorkowym spadku, w środę nastąpił dynamiczny ruch w górę. Wygląda więc na to, że inwestorzy niespecjalnie się przejmują makroekonomią. Głębsza analiza publikowanych danych pokazuje też, że nie jest tak jak to widać na pierwszy rzut oka. Niektóre dane statystyczne podane przez GUS są wręcz podważane przez analityków, m.in. o inwestycjach, jako obliczane bez uwzględnienia sektora małych przedsiębiorstw. W bankach widoczny jest wzrost kredytowania inwestycji, gdy tymczasem dane GUS tego nie pokazują.
Ostatnią hossę zawdzięczamy niemal w całości fuzji Pekao i BPH. Wydaje się, że ten temat został już w całości skonsumowany. Od trzech sesji indeks rośnie za sprawą KGHM.
Wniosek jest taki - rynek ma ochotę rosnąć. Nie ma znaczenia, że odbywa się to codziennie za sprawą jednego czy dwóch papierów. Sama KGHM nie pociągnęłaby indeksu, gdyby inwestorzy zaczęli się pozbywać wcześniej kupowanych banków. Z drugiej strony wyczuwa się napięcie i być może tylko iskry brakuje do silnej przeceny. Tymczasem baza uparcie pozostaje ujemna, a nawet wydłużyła się. Postawiłbymtezę, że wzrost jest niezagrożony dopóki baza jest ujemna.