Obecnie limit inwestycji zagranicznych funduszy emerytalnych wynosi 5% aktywów. Wprawdzie żaden z OFE nie wykorzystuje go w całości, ale większość ma nadzieję na zwiększenie. Zarządzający funduszami mogą liczyć na poparcie polityków Platformy Obywatelskiej. Jej wiceprzewodniczący Zbigniew Chlebowski zapowiedział już zwiększenie limitu po wygraniu wyborów parlamentarnych. Być może - nawet do 30%.

Problemem jednak może być stanowisko przyszłego koalicjanta PO, czyli Prawa i Sprawiedliwości. Jego przedstawiciel, Kazimierz Marcinkiewicz wielokrotnie, ostatnio m.in. w trakcie debaty PARKIETU, powtarzał, że PiS jest przeciwko wypuszczaniu OFE za granicę. PiS wolałby raczej, aby możliwość pozyskania taniego kapitału zgromadzonego w aktywach funduszy emerytalnych stała się magnesem, który będzie przyciągał zagraniczne spółki na warszawski parkiet.

Czy to oznacza, że sprawa limitów zagranicznych będzie przyczyną konfliktu między tymi partiami? Niekoniecznie. Całkiem możliwe, że sprawę rozstrzygnie Komisja Europejska albo inny organ Unii Europejskiej. Zgodnie z przepisami UE, ograniczenia dotyczące inwestowania środków w innych krajach członkowskich można nakładać tylko w przypadku tych pieniędzy, które pochodzą z sektora finansów publicznych. Tymczasem, wg Eurostatu, polskie fundusze emerytalne nie są częścią tego sektora. Czyli limity inwestycyjne byłyby w przypadku OFE bezprawne.

Osoby odpowiedzialne za system emerytalny twierdzą, że decyzja Eurostatu niczego nie zmienia, bo inne przepisy limitują inwestycje zagraniczne. Chodzi o regulacje, nakazujące inwestować środki w tej walucie, w której będą wypłacane przyszłe zobowiązania. Tyle że te przepisy dają - mimo wszystko - znacznie większą swobodę inwestowania za granicą. Poza tym, zgodnie z traktatem akcesyjnym, Polska powinna wkrótce przyjąć euro - czyli w tej walucie będą wypłacane przyszłe emerytury.

Dlatego część urzędników, odpowiedzialnych za system emerytalny, nieoficjalnie przyznaje, że zwiększenie limitu do ok. 20-30% będzie nieuniknione.