- Planujemy w 2005 r. uzyskać wynik nie gorszy niż osiągnięty w ubiegłym roku. 2002 rok spółka zamknęła wysoką (28 mln zł) stratą. W 2003 r. przestaliśmy notować straty i mieliśmy 2 mln zysku. Z kolei w 2004 r. zysk netto wyniósł 12 mln zł - mówi Krzysztof Janas, prezes Rafinerii Jedlicze. Negatywny wpływ na wyniki ma ograniczanie ulg w podatku akcyzowym, które za dwa lata całkowicie wygasną. Jedlicze, podobnie jak inne cztery rafinerie z południa Polski (Glimar w upadłości, Jasło, Czechowice z grupy Lotos i Trzebinia z grupy Orlenu) korzystają z dopłat do każdej tony przetransportowanego cysternami do spółki surowca. Państwo dopłaca do tego rodzaju transportu, gdyż południowe rafinerie nie mają dostępu do rurociągów. - Rekompensujemy sobie negatywne skutki malejących ulg w podatku akcyzowym z jednej strony renegocjując kontrakty z dostawcami surowców, z drugiej zaś - dostosowując asortyment produkcji do potrzeb rynkowych, a także poszerzając krąg odbiorców - twierdzi K. Janas.

Oprócz spadających ulg w podatku akcyzowym rafineria z Jedlicz ma też inne problemy. M.in. niskie wykorzystanie zdolności produkcyjnych. - Z naszych instalacji tylko jedna, tzw. destylacja rurowo-wieżowa, jest wykorzystana w maksymalnym stopniu (niemal 99%). Pozostałe są obciążone znacznie poniżej posiadanych możliwości - przyznaje K. Janas. Prezes mówi, że spółka w zeszłym roku chciała doprowadzić do większego wykorzystania zdolności produkcyjnych. W efekcie tych starań dociążono instalację hydrorafinacji, która zaczęła dla innych firm odsiarczać olej napędowy. Prezes zapowiada, że również w bieżącym roku spółka będzie pozyskiwać zlecenia tak, żeby zwiększyć wykorzystanie mocy przerobowych.

Krzysztof Janas nie wyklucza, że kierowana przez niego spółka weźmie udział w przetargu na zakup urządzeń lub instalacji, sprzedawanych przez syndyka masy upadłościowej Rafinerii Glimar. - Ewentualne decyzje w tym zakresie zostaną podjęte po analizie przydatności aktywów dla naszych potrzeb - dodaje K. Janas.