Drugi w Stanach producent aut ma wyraźnie złą passę. Sprzedaż fordów w USA spada regularnie od dwunastu miesięcy, zmuszając koncern do drugiej już w tym roku obniżki prognoz finansowych. Według najnowszych, tegoroczny zysk wyniesie zaledwie 1,00-1,25 USD na akcję. Jeszcze przed 8 kwietnia Ford przewidywał, że zarobi 1,75-1,95 USD na papier.
Przy okazji koncern zapowiedział kolejne oszczędności kadrowe. Pracę ma stracić 5%, czyli ok. 1,7 tys. pracowników biurowych zatrudnionych w oddziałach w USA. Pozostali nie dostaną w tym roku premii, nie mogą też liczyć na dopłaty do funduszy emerytalnych. Łącznie z redukcjami ogłoszonymi w kwietniu cięcia dotkną ok. 2,7 tys. etatów.
Inwestorzy skarcili Forda za kolejne rozczarowanie. Tuż po otwarciu wczorajszych notowań (komunikat o cięciach prognoz i etatów ukazał się we wtorek już po sesji) kurs spółki w Nowym Jorku spadł o 3%.
Zarówno Ford, jak i jego największy rywal General Motors (numer jeden za Atlantykiem), notują drastyczne pogorszenie wyników sprzedaży na lokalnym rynku przede wszystkim w kategorii SUV, czyli pojazdów sportowo-terenowych. Te duże i ciężkie maszyny, na które obydwa koncerny stawiały przez długie lata, pochłaniają ogromne ilości paliwa, co przy wysokich cenach ropy naftowej sprawia, że popyt na nie jest zdecydowanie mniejszy niż kiedyś. Zdecydowanie większą popularnością cieszą się zaś lekkie i tańsze w utrzymaniu samochody kompaktowe, którymi zalewają amerykański rynek producenci z Japonii i Korei Płd.
Prasa w Detroit, gdzie siedziby mają zarówno Ford, jak i GM, alarmuje, że sytuacja obu koncernów z czasem może się jeszcze pogorszyć. Powołując się na doroczny raport analityków banku Merrill Lynch, dziennik "Detroit Free Press" napisał wczoraj, że obaj producenci w najbliższych czterech latach będą co roku wymieniać zaledwie 15-16% modeli ze swojej oferty. W tym samym czasie koncerny japońskie i koreańskie będą co roku uaktualniać, odpowiednio, 21% i 30% palety sprzedawanych aut. To zaś w skrócie oznacza, że pędzący za nowością amerykańscy konsumenci najprawdopodobniej jeszcze częściej będą wybierać auta z Azji niż od rodzimych producentów.