W funduszach inwestycyjnych lokuje kapitał około 95 milionów Amerykanów. Aktywa około 4 tysięcy funduszy ocenia się na 8 bilionów USD. To świadczy o randze tej branży.

Trzech sędziów federalnego sądu apelacyjnego jednomyślnie zdecydowało o odesłaniu przepisów z powrotem do SEC. Jedną z propozycji, która wzbudziła wątpliwości sądu, był zapis, aby przewodniczący rady nadzorczej funduszu inwestycyjnego był niezależny od osób zarządzających nim. Proponowane przez SEC regulacje wymagały także, aby niezależnych było 75% członków rady (teraz limit wynosi 50%). Według sądu, przy zatwierdzania przepisów SEC naruszył ustawę o procedurach postępowania administracyjnego, ale mimo to Komisja miała prawo wprowadzić przepis o niezależnym szefie rady nadzorczej. Sąd doradził jednak, aby władze regulacyjne spróbowały rozwiązań, które wiązałyby się z niższymi kosztami prowadzenia działalności przez fundusze. Gdyby regulacje weszły w życie, aż 80% amerykańskich funduszy (ok. 3700) musiałoby zmienić szefów swoich rad nadzorczych. Skargę na SEC wniosła do sądu amerykańska Izba Handlowa.

Nowe przepisy miały wejść w życie jako remedium na skandale w funduszach inwestycyjnych, które ujawniono w minionych dwóch latach. Przewodniczący SEC William Donaldson forsował zmiany, twierdząc, iż wymóg, aby szef rady funduszu był niezależny, zmniejszy ryzyko konfliktu interesów w tego typu podmiotach.

Donaldson odchodzi ze stanowiska z końcem bieżącego miesiąca i nie wiadomo, czy nowe przepisy zostaną zrewidowane, czy też propozycja zmian umrze śmiercią naturalną. Szef SEC, republikanin, przy zatwierdzaniu regulacji poparł bowiem stanowisko dwóch demokratów w SEC (projekt przeszedł stosunkiem głosów 3:2). Następca Donaldsona Christopher Cox jest dużo bardziej konserwatywnie nastawiony do kwestii kontroli rynku inwestycyjnego i zapewne zajmie stanowisko podobne do dwóch republikańskich członków Komisji Papierów Wartościowych, nie popierając radykalnych rozwiązań.

(Nowy Jork)