W przyszłym tygodniu odbywa się posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Wszyscy analitycy spodziewają się, że po złych danych o wzroście gospodarczym w I kwartale RPP obniży stopy procentowe. Teraz ma jeden powód więcej: oliwy do ognia dolał wczoraj wiceprezes NBP Krzysztof Rybiński: - W ekstremalnej sytuacji może być deflacja - powiedział o perspektywach wzrostu cen w przyszłym roku. Uzależnił to od utrzymywania się niskiego tempa wzrostu gospodarczego. Rynek i część analityków uznała wypowiedź przedstawiciela NBP za mało znaczącą. Niektórych skłoniła ona jednak do zmiany oczekiwań dotyczących stóp procentowych.
Niższa ścieżka
- Mogę się zgodzić z prezesem Rybińskim, że deflacja wystąpi jeśli wzrost gospodarczy będzie niski, ceny ropy będą szły w dół, złoty będzie się umacniał i jeszcze w dół pójdą ceny żywności - oceniła Katarzyna Zajdel-Kurowska, główna ekonomistka Banku Handlowego. - Tych warunków jest jednak tyle, że takie ryzyko praktycznie nie istnieje. Jeśli w ogóle, to deflacji należałoby się spodziewać raczej w tym, a nie przyszłym roku.
Rynek również nie przejął się stwierdzeniem wiceprezesa. Według Zajdel-Kurowskiej, zostało odebrane jako potwierdzenie, że zaprezentowana w sierpniu projekcja będzie pokazywać niższą ścieżkę inflacji niż dokument z końca maja - jeszcze sprzed publikacji danych o niskim wzroście w pierwszym kwartale br.
Niektórzy wzięli jednak ocenę wiceprezesa NBP bardzo poważnie. - Teraz spodziewam się, że na najbliższym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej obetnie stopy o 50 punktów bazowych i zmieni na nastawienie na neutralne - stwierdził analityk jednego z banków. Wcześniej prognozował, że na czerwcowym spotkaniu rada zmieni nastawienie i obniży podstawową stopę o 25 punktów. Jego zdaniem, do końca roku podstawowa stopa procentowa może spaść o 100 punktów.