Ministrowie finansów Unii Europejskiej i Azji będą dzisiaj i jutro prowadzili rozmowy w ramach Asia-Europe Meeting (ASEM). Odbywa się ono w nadmorskim mieście Tianjin, na wschód od Pekinu. Deficyt w handlu Unii Europejskiej z Chinami zwiększył się w ub.r. o jedną piątą i sięgnął rekordowej kwoty 78,7 mld euro. Przyczyniło się do tego między innymi utrzymywanie przez Chiny stałego kursu juana wobec dolara, gdyż konkurencyjność chińskich towarów wzrosła po umocnieniu się w ub.r. euro o 9% w stosunku do amerykańskiej waluty.
Zalew tanich towarów z Chin i innych krajów azjatyckich wywołuje wezwania niektórych unijnych organizacji branżowych i polityków do wprowadzenia barier importowych i aprecjacji juana, który od 10 lat jest ściśle powiązany z dolarem. Niektórzy ekonomiści utrzymują jednak, że to Unia powinna skoncentrować się na zwiększaniu własnej konkurencyjności, a nie szukać rozwiązań na drodze pozaekonomicznych nacisków na szybciej rozwijające się kraje azjatyckie. Unijny komisarz do spraw handlu Peter Mendelson przed tygodniem ostrzegał "przed nasilaniem się tendencji protekcjonistycznych w Unii". Nie przeszkodziło mu to jednak na początku roku zagrozić Chinom wprowadzeniem restrykcji na eksport tekstyliów. 11 czerwca Chiny zgodziły się ograniczyć wzrost eksportu 10 towarów tekstylnych do 8-12,5% rocznie. Mendelson zagroził też wprowadzeniem ceł ochronnych na import chińskiego obuwia.
Ekonomiści ostrzegają jednak, że wszelkie bariery czy wojny handlowe mogą pomóc europejskim producentom tylko na krótką metę. Na pewno zaś zaszkodzą interesom takich firm jak Carrefour czy Philips, które rozwijają działalność w Azji. Francuska sieć detaliczna właśnie tam zamierza otwierać połowę nowych sklepów w najbliższych dwóch latach. Produkcja elektroniki Philipsa pochodząca z Chin wzrosła w ub.r. o 20%, do 9 mld USD.
Bloomberg