Na czterech z pięciu sesji w mijającym tygodniu rentowność krajowych obligacji ustanawiała minima w tym trendzie wzrostowym. W piątek po południu papiery 10-letnie notowane były z dochodowością na poziomie 4,78% i był to niższy poziom niż w rekordowym czerwcu 2003 roku.
Różnica między oprocentowaniem krajowych papierów a obligacji niemieckich o podobnym terminie zapadalności spadła do 165 punktów bazowych. Przed rokiem wynosiła 296 punktów bazowych. Różnica w odniesieniu do 10-letnich not amerykańskich spadła do 85 pb., wobec średniej z 12 miesięcy na poziomie 200 pb.
Realna rentowność polskich obligacji obniżyła się do 2,3% (biorąc pod uwagę średnioroczną majową inflację), ale na przełomie 2004 i 2005 roku oraz w lutym 2005 roku była już niższa. Wynosiła nawet 1,7-1,8%. Można zaobserwować, że spadek realnej dochodowości poniżej granicy 2% skłania inwestorów do realizacji zysków. Ostatnie wyraźne korekty na rynku obligacji mieliśmy w styczniu i marcu 2005 roku. Jeśli ta zasada wciąż obowiązuje, to jest jeszcze trochę miejsca na spadki rentowności. Chyba że wcześniej skończy się moda na rynki wschodzące.