58-letni Kozlowski oraz jego współpracownik Mark H. Swartz zostali w miniony piątek uznani za winnych wielu oszustw korporacyjnych w drugim z rzędu procesie wytoczonym przed prokuraturę. Pierwszy proces, który toczył się ubiegłym roku, zakończył się unieważnieniem, bo ławie przysięgłych nie udało się osiągnąć jednomyślnego werdyktu.

W obecnej fazie ustalania wyroku strony przedstawiają swoje rekomendacje sędziemu, który podejmie ostateczną decyzję prawdopodobnie już 2 sierpnia. Prokuratura dotarła do listu Kozlowskiego sprzed 10 lat, w którym szef Tyco potępia kradzież mienia spółki kosztem akcjonariuszy i domaga się jak najwyższego wymiaru kary. W liście, który dotyczył Girisha P. Shaha, byłego zastępcy kontrolera spółki, Kozlowski domagał się "uwięzienia w wymiarze najwyższym z możliwych" i stwierdzał, że okradanie własnej spółki jest szczególnie "godnym potępienia przestępstwem" przeciwko całemu społeczeństwu. Shah został wówczas skazany na 20 lat, ale wyszedł z więzienia cztery lata później. Teraz prokuratura zamierza załączyć list, do którego dotarli także dziennikarze, do rekomendacji wyroku, domagając się, aby uwzględniono go przy orzekaniu wysokości kary.

Nie byłaby to jedyna wypowiedź Kozlowskiego, która zdaniem ekspertów prawnych pogrążyła szefa Tyco w ciągu drugiego procesu. Największym błędem obrony podczas drugiego procesu było zezwolenie adwokatów, aby były dyrektor wystąpił we własnej obronie. Kozlowski nie przyznał się wówczas do winy, choć stwierdził, że jego zarobki były "żenująco wysokie". Był to zasadniczy zwrot w strategii adwokatów 58-letniego byłego szefa Tyco. W pierwszym procesie, który zakończył się unieważnieniem, Kozlowski nie składał zeznań.

(Nowy Jork)