Brak spadku w Stanach pomógł naszym graczom w podniesieniu cen już na otwarciu notowań. Później było jeszcze lepiej, choć to już nie zasługa rynków zza oceanu, lecz naszych rodzimych graczy. Udało im się wybronić ceny przed zejściem pod poziom wsparcia. Rynek pozostaje więc w trendzie wzrostowym.
Na wczorajszej sesji miała miejsce sytuacja, o której pisałem przed paroma dniami. Potwierdziło się przypuszczenie, że sygnał przebicia w dół średniej kroczącej będzie mało skuteczny. Przebicie nastąpiło w poniedziałek, ale już wczoraj zostało zanegowane. Tym samym cały czas obowiązuje interpretacja, zgodnie z którą jesteśmy w trendzie wzrostowym.
Wbrew powyższym wnioskom wcale nie jest tak różowo. Trzeba bowiem zauważyć, że wczorajszy wzrost cen odbył się przy stosunkowo niskim obrocie. Nie był tu zaangażowany poważny kapitał. To nieco umniejsza pozytywną wymowę faktu utrzymania wsparcia. Zwyżka cen kontraktów została zatrzymana w okolicy ostatniej luki bessy. Są to czynniki budzące niepokój, ale jeszcze nie przesądzające o utracie przez popyt przewagi. Tu kluczowe zawsze będą poziomy wsparcia, a te przecież nadal się trzymają.
Pierwszym jest, oczywiście, psychologiczny poziom 2000 pkt. Tuż pod nim, zaledwie ok. 30 pkt, znajduje się poziom ostatniej luki hossy, która już raz okazała się zbyt poważną barierą dla niedźwiedzi. Kolejne ok. 30 pkt i mamy pamiętne 1930 pkt, którego pokonanie otworzyło cenom drogę do 2000 pkt. Podaż, jeśli chce odnieść sukces, ma przed sobą wiele pracy. Zmniejsza się grupa graczy, którzy wierzą, że się to uda. Dzięki temu baza się kurczy. Nastroje są coraz lepsze, a to przeszkadza raczej bykom niż niedźwiedziom. Na razie wartość bazy (-2 pkt) jest neutralna i nie może być podstawą do wysnuwania daleko idących wniosków.