Analitycy oczekiwali nadwyżki na rachunku obrotów bieżących, ale spodziewali się, że będzie ona śladowa (średnia prognoz mówiła o 16 mln euro). Tymczasem podany przez NBP wynik to 537 mln euro. Złożyły się na to między innymi dobre wyniki handlu zagranicznego. Eksport wyniósł 6,07 mld euro, czyli był większy o 5,6% niż rok wcześniej, a import - 6,08 mld euro, prawie o 10% mniej niż przed rokiem.
- Wcześniej wszyscy spodziewali się większego importu ze względu na oczekiwany wzrost inwestycji - powiedział Ryszard Petru, główny ekonomista BPH. - A tego na razie nie ma - dodał.
Nie bez znaczenia był też fakt, że przed rokiem w kwietniu bardzo dużo kupowaliśmy ze strachu przez Unią Europejską, co przełożyło się także na wzrost importu.
- Polski eksport jest nadal konkurencyjny, mimo wzrostu kursu złotego - powiedział Stanisław Kluza, główny ekonomista BGŻ. - To wynik z jednej strony rosnącego udziału Polski w wymianie wewnątrzkoncernowej, a z drugiej eksportu polskich firm. Przy słabym popycie wewnętrznym przedsiębiorstwa są zainteresowane tym, aby ich towary - zamiast leżeć w magazynach - trafiły na eksport, i to mimo gorszej marży.
Wprawdzie za kwietniowy spadek deficytu handlowego do zaledwie 7 mln euro odpowiada głównie znacznie mniejszy import, ale zdaniem ekonomistów czasy dużych ujemnych sald w tej dziedzinie mamy już za sobą.