Uchwalona w marcu 2000 roku tzw. ustawa kominowa ogranicza zarobki menedżerów w spółkach, w których Skarb Państwa ma ponad 50% akcji. Zgodnie z nią szefowie takich przedsiębiorstw nie mogą zarabiać więcej niż sześciokrotność przeciętnych wynagrodzeń w gospodarce państwowej - obecnie ok. 14 tys. zł. Andrzej Malinowski, prezydent Konfederacji Pracodawców Polskich, uważa, że ustawa łamie zasadę równości przedsiębiorstw państwowych i prywatnych. Właśnie dlatego w styczniu br. zaskarżył kontrowersyjne przepisy do Komisji Europejskiej.

Równolegle prace nad nowelizacją "kominówki" rozpoczął jednak rząd i po kilku miesiącach skierował wreszcie projekt do Sejmu. Jedna z ostatnich przed wyborami sesji parlamentu okazała się niefortunną datą. Pomysł nie znalazł zwolenników w ławach poselskich: za odrzuceniem nowelizacji opowiedziało się aż 362 posłów. Tylko trzech było przeciw, a wstrzymały się 22 osoby. W sprawie kominów swego poparcia odmówili rządowi nawet wspierający go nadal parlamentarzyści SLD.

W opinii Andrzeja Malinowskiego, posłowie zachowali się w sposób populistyczny. Prezydent KPP dodał, że na 13 lipca został zaproszony przez Komisję Europejską na spotkanie nt. złożonej skargi. Liczy na to, że wtedy dowie się, kiedy KE podejmie ostateczną decyzję w tej sprawie. - Jeśli uzna, że ta ustawa jest niezgodna z prawem unijnym - w co wierzę - polski Sejm będzie musiał niezwłocznie zmienić przepisy - powiedział A. Malinowski. Dodał jednak zaraz, że nie stanie się to już w tej kadencji parlamentu.

Ewentualnej konieczności zmian w tzw. ustawie kominowej nie boi się Zbigniew Chlebowski z Platformy Obywatelskiej. - To będzie jedna z pierwszych nowelizacji ustaw, jakie zgłosimy w przyszłym parlamencie - powiedział nam poseł PO.