Reklama

Wielka szansa Blaira

Od dzisiaj przez pół roku przewodnictwo w Unii Europejskiej sprawować będzie Wielka Brytania. To być może niepowtarzalna okazja dla jej premiera, by przeforsować brytyjskie porządki.

Publikacja: 01.07.2005 08:25

Tony Blair przejmuje ster w momencie, gdy Unia jest bardzo podzielona. Na niedawnym szczycie w Brukseli nie udało się uzgodnić budżetu na lata 2007-2013. Głosowanie nad traktatem konstytucyjnym zostało odłożone na bliżej nieokreśloną przyszłość. Kontrowersje, a w wielu krajach protesty, budzi dalsze rozszerzanie Unii, zwłaszcza o Turcję.

Na politycznym firmamencie gasną gwiazdy Jacquesa Chiraca i Gerharda Schroedera, którzy od lat uchodzili za głównych promotorów i konstruktorów europejskiej integracji. Prezydent Francji wyszedł bardzo osłabiony z referendum, w którym jego rodacy powiedzieli "nie" traktatowi konstytucyjnemu. Ale w gruncie rzeczy był to protest przeciwko polityce rządu, zwłaszcza przeciwko wysokiemu bezrobociu. Kanclerz Niemiec prawdopodobnie już we wrześniu odda władzę opozycyjnej CDU, bo tamtejsza gospodarka od kilku lat jest na skraju recesji, a socjaldemokraci nie są w stanie wprowadzić jej na bardziej liberalne tory.

Wielka Brytania

rozwija się szybciej

W tej sytuacji Tony Blair tym bardziej będzie starał się przekonać Niemców, Francuzów i Włochów, by upodobnili modele swoich gospodarek do brytyjskiego. Przemawiają za tym co najmniej dwa argumenty. PKB Wielkiej Brytanii w tym toku już po raz trzynasty z rzędu wzrośnie szybciej niż w krajach strefy euro. Elastyczny rynek pracy sprawia, że bezrobocie na Wyspach wyniesie w tym roku 4,7% w porównaniu z prawie 12% w Niemczech i ponad 10% we Francji. Właśnie dlatego Blair zapewne przywróci do porządku dziennego Unii dyrektywę w sprawie liberalizacji usług. Liberalizacja tej branży jest niesłychanie ważna, bo wytwarza dwie trzecie PKB strefy euro.

Reklama
Reklama

Wielu strategów popiera brytyjskie stanowisko, że Unia Europejska nie ma szans w globalnej konkurencji bez zwiększenia nakładów na badania naukowe, edukację i kształcenie zawodowe. Nie zdoła ich jednak zwiększyć, jeśli nie przestanie wydawać 40% budżetu na Wspólną Politykę Rolną (WPR). Za jej utrzymaniem w obecnym kształcie opowiada się już praktycznie tylko Francja. Pobiera z brukselskiej kasy jedną czwartą dopłat dla rolników, dwa razy więcej, niż wynosi jej udział w liczbie ludności Unii. Francuzi twierdzą, że mogą tyle brać, bo mają jedną piątą unijnej ziemi uprawnej.

Wbrew interesom królowej

Dopłaty nalicza się od hektara. Dlatego z unijnych funduszy rolnych pełną garścią korzysta brytyjska rodzina królewska. Książę Karol otrzymał w ub.r. 680 tys. funtów za posiadłości w Kornwalii i majątek Highgrove. Królowa Elżbieta II dostała prawie 546 tys. funtów za ziemie w Windsorze i w jej ulubionej posiadłości Sandringham. Mimo to Tony Blair od dawna opowiadał się za zreformowaniem WPR, a w środę w Izbie Gmin poszedł dalej, mówiąc: Jeśli pozbędziemy się wspólnej polityki rolnej, zmieni się powód, dla którego istnieje brytyjski rabat. I wtedy zmieni się też rabat. Brytyjska prasa utrzymuje, że sprawę reformy WPR Wielka Brytania przedłoży przywódcom najbogatszych państw i Rosji na przyszłotygodniowym szczycie G-8 w Szkocji. "The Times" pisze, że jeśli G-8 poprze postulat ustanowienia harmonogramu znoszenia dopłat do eksportu rolnego, to WPR w obecnym kształcie przestanie istnieć.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama