Tony Blair przejmuje ster w momencie, gdy Unia jest bardzo podzielona. Na niedawnym szczycie w Brukseli nie udało się uzgodnić budżetu na lata 2007-2013. Głosowanie nad traktatem konstytucyjnym zostało odłożone na bliżej nieokreśloną przyszłość. Kontrowersje, a w wielu krajach protesty, budzi dalsze rozszerzanie Unii, zwłaszcza o Turcję.
Na politycznym firmamencie gasną gwiazdy Jacquesa Chiraca i Gerharda Schroedera, którzy od lat uchodzili za głównych promotorów i konstruktorów europejskiej integracji. Prezydent Francji wyszedł bardzo osłabiony z referendum, w którym jego rodacy powiedzieli "nie" traktatowi konstytucyjnemu. Ale w gruncie rzeczy był to protest przeciwko polityce rządu, zwłaszcza przeciwko wysokiemu bezrobociu. Kanclerz Niemiec prawdopodobnie już we wrześniu odda władzę opozycyjnej CDU, bo tamtejsza gospodarka od kilku lat jest na skraju recesji, a socjaldemokraci nie są w stanie wprowadzić jej na bardziej liberalne tory.
Wielka Brytania
rozwija się szybciej
W tej sytuacji Tony Blair tym bardziej będzie starał się przekonać Niemców, Francuzów i Włochów, by upodobnili modele swoich gospodarek do brytyjskiego. Przemawiają za tym co najmniej dwa argumenty. PKB Wielkiej Brytanii w tym toku już po raz trzynasty z rzędu wzrośnie szybciej niż w krajach strefy euro. Elastyczny rynek pracy sprawia, że bezrobocie na Wyspach wyniesie w tym roku 4,7% w porównaniu z prawie 12% w Niemczech i ponad 10% we Francji. Właśnie dlatego Blair zapewne przywróci do porządku dziennego Unii dyrektywę w sprawie liberalizacji usług. Liberalizacja tej branży jest niesłychanie ważna, bo wytwarza dwie trzecie PKB strefy euro.