Dzięki przejęciu, Bank of America - drugi bank w USA pod względem wartości aktywów - w dziedzinie kart kredytowych wysunie się przed American Express i będzie z powodzeniem mógł konkurować z takimi tuzami, jak Citigroup czy J.P. Morgan Chase. Baza "karcianych" klientów BoA zwiększy się dwukrotnie, do 40 milionów, a wartość "karcianych" zobowiązań wzrośnie do ponad 140 mld USD, z 58 mld USD na koniec pierwszego kwartału.
Transakcja opiewa na zawrotną kwotę 35 mld USD - w tym roku więcej wartą fuzję lub przejęcie przeprowadził tylko koncern Procter & Gamble, kupując Gillette (za 53 mld USD). BoA będzie płacić w akcjach i gotówce. Za każdy walor MBNA zaoferuje 0,5009 własnej akcji i 4,125 USD. Udziałowcy MBNA mogą się cieszyć, bo premia wobec środowych notowań firmy wyniosła aż 31%.
Jak podkreślają analitycy, BoA doskonale wykorzystał sytuację na rynku. Citigroup wciąż ma bowiem zakaz przeprowadzania dużych przejęć, który jest następstwem wielu skandali, a J.P. Morgan ciągle jeszcze jest zajęty finalizowaniem wartego 58 mld USD przejęcia Bank One, uzgodnionego w zeszłym roku. Z drugiej strony, MBNA, choć jest największym niebankowym emitentem kart w USA, było dość łatwym kąskiem. Firma nie najlepiej wypadła w pierwszym kwartale i ostrzegła, że jej wyniki finansowe za cały rok mogą nie sprostać prognozom. - Nie da się działać, poprzestając tylko na kartach kredytowych - uważa Nathaniel Paull, zarządzający z New Amsterdam Partners w Nowym Jorku. - Trzeba poszerzać gamę usług lub połączyć się z firmą, która te inne usługi oferuje - tłumaczy zgodę MBNA na przejęcie.
BoA zapowiedział, że w związku z akwizycją ograniczy zatrudnienie w połączonej firmie o 6 tys. etatów. Transakcja ma przynieść bankowi 850 mln USD oszczędności rocznie, począwszy od 2007 r. Początkowe koszty restrukturyzacyjne wyniosą 1,25 mld USD.
Bloomberg