Ze względu na ryzyko kursowe zagraniczne fundusze wydają się najlepszą propozycją dla osób zarabiających, oszczędzających czy posiadających zobowiązania w obcych walutach. Wtedy istnieje możliwość wyeliminowania w całości albo w sporej części negatywnego wpływu na wynik inwestycji wahań kursu złotego.
Grupą, która potencjalnie mogłaby być mocno zainteresowana ofertą zagranicznych funduszy, są osoby spłacające kredyty walutowe. Wiadomo, że i tak są one dla nich dużym obciążeniem finansowym. Trudno w takiej sytuacji myśleć o odkładaniu dodatkowych pieniędzy. Można natomiast wyobrazić sobie przeznaczenie części zysków z refinansowania kredytu walutowego. Tutaj jednak też pojawia się problem. Najbardziej korzystnym rozwiązaniem byłoby przewalutowanie na franki szwajcarskie i regularne lokowanie różnicy wynikającej z wysokości płaconych odsetek w fundusze denominowane w tej walucie. W przypadku przewalutowania na euro czy dolary korzyści nie są już tak oczywiste.
Innym rozwiązaniem mogłoby być wydłużenie okresu spłaty kredytu. To pozwoliłoby również obniżyć wysokość miesięcznej raty. Różnica mogłaby być systematycznie inwestowana w fundusze. Efektywność takiego kroku zależy jednak głównie od tego, na ile wyniki inwestycji w okresie spłacania kredytu będą przewyższać koszty odsetek. W odniesieniu do franka szwajcarskiego nie byłoby o to trudno. Znalezienie kredytu ze zmienną stawką oprocentowania w tej walucie w wysokości ok. 3% nie nastręcza teraz wielu trudności. W przypadku euro zmienna stawka jest już o 1,5 pkt proc., a dolara o 2,5 pkt proc. większa.
Rozważając takie posunięcie pod uwagę będziemy brać raczej bezpieczne formy lokowania oszczędności. Indeks światowych obligacji, licząc od 1990 r., rósł przeciętnie 8% rocznie. 5-letnia średnia roczna stopa zwrotu wynosi 7,5%.
Obliczmy zatem, jaki będzie wynik wydłużenia okresu spłaty kredytu i regularnego oszczędzania nadwyżki wynikającej z mniejszych miesięcznych płatności. Przyjmijmy, że spłacamy kredyt walutowy o równowartości 100 tys. zł przez pięć lat w równych ratach. Oprocentowanie wynosi 4,5%. To oznacza, że miesięczna rata to ok. 1864 zł. Jeśli wydłużymy okres spłaty do 10 lat miesięczne płatności obniżą się do 1036 zł. Różnicę systematycznie lokujemy na 7% rocznie. Zatem co miesiąc odkładamy 828 zł. To po 10 latach daje nam 44 790 zł dochodu. Natomiast do banku z tytułu obsługi kredytu wpłacimy 24 366 zł, czyli 12 508 zł więcej niż gdybyśmy odsetki płacili nie przez 10 lat, a przez pięć. W sumie jednak i tak wynik naszej inwestycji znacząco przekracza wyższe koszty obsługi zadłużenia.