Firma z Arabii Saudyjskiej wygrała piątkową licytację, składając ofertę lepszą od Emirates Telecommunications, rywala z sąsiednich Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Zapłaciła 6,55 mld USD. Analitycy oczekiwali sumy ponad 2 mld USD mniejszej. O Turk Telekom ubiegały się jeszcze dwa podmioty - komórkowy operator Turkcell oraz konsorcjum Koc Holding i amerykańskiej grupy Carlyle.

Obecne podejście do sprzedaży Turk Telekomu - krajowego monopolisty w telefonii stacjonarnej - jest siódmym z kolei w ostatnich dziesięciu latach. Poprzednie kończyły się fiaskiem, głównie za sprawą przepychanek prawnych z udziałem związków zawodowych i ambicjonalnej postawy polityków, którzy nie chcieli oddać kontroli nad firmą. Zdaniem analityków, kolejna porażka mogłaby podważyć wiarygodność rządu i osłabić zainteresowanie tureckimi aktywami. - Jeśli sprzedaż nie dojdzie do skutku, ucierpi rząd i pod znakiem zapytania stanie przyszłość sektora telekomunikacyjnego - ostrzega Basak Engin z domu maklerskiego Oyak Securities.

W Turcji znane są przypadki anulowania rozstrzygniętych już przetargów. Za sprawą związkowców sąd unieważnił np. zeszłoroczną sprzedaż rafinerii Tupras, którą za 1,3 mld USD miało kupić konsorcjum z udziałem rosyjskiego Tatnieftu (obecnie o udziały w Tuprasie stara się m.in. PKN Orlen).

Bloomberg