Po czwartkowej podwyżce stóp procentowych w USA w piątek inwestorzy dostali zadanie obrony krótkoterminowego trendu wzrostowego na wykresie S&P 500. Z niewielką pomocą korzystnych danych makro (przede wszystkim indeks ISM dotyczący przemysłu wyniósł 53,8 pkt, wobec oczekiwanych 51,5 pkt) zadanie to, przynajmniej w początkowej fazie piątkowej sesji, zostało wykonane. Wykres S&P 500 odbił się od wsparcia na 1190 pkt, ale dopiero zakończenie piątkowej sesji powyżej 1200 pkt zmniejszy zagrożenie wybiciem w dół z formacji konsolidacji. Z dołkiem z 27 czerwca pokrywa się linia krótkoterminowego trendu wzrostowego rozpoczynająca się 20 kwietnia. Biorąc pod uwagę, że zatrzymanie zwyżki nastąpiło w pobliżu górnego ograniczenia średnioterminowej tendencji bocznej, techniczne reperkusje przebicia wsparcia na 1190 pkt będą poważne.
Korzystny odczyt indeksu przemysłowego ISM po wcześniejszej podwyżce do 3,25% podstawowej stopy miał jeszcze jeden rynkowy skutek - sprowadził kurs euro w okolice 1,19 USD, najniżej od 52 tygodni. Tak nisko notowania wspólnej waluty sprowadziło przekonanie, że słabość amerykańskiej gospodarki nie okaże się przeszkodą w dalszym podnoszeniu stóp procentowych. Tym samym wszystko wskazuje na to, że dysparytet między stopami procentowymi w USA i Europie będzie się powiększał. Główna stopa procentowa w strefie euro w dalszym ciągu wynosi 2% i regularnie pojawiają się spekulacje, że może zostać obniżona.
Wydaje się, że wraz z umacnianiem się przekonania o trwałej zmianie trendu na rynku walutowym drożejący dolar będzie korzystnie wpływał na notowania akcji. Wartość amerykańskich aktywów, wyrażona w walutach obcych, będzie bowiem wzrastać. Napływający do USA kapitał utrzymuje na niskim poziomie rentowność tamtejszych 10-letnich obligacji, co również jest korzystne dla rynku akcji. Jednocześnie kondycja amerykańskiej gospodarki nie jest w takim stopniu uzależniona od wyników eksportu, jak w przypadku gospodarki strefy euro.