Ważne pytanie, jakie mogą zadawać sobie inwestorzy z rynku akcji brzmi, jak zareaguje on na zmianę trendu na obligacjach. O tym, że moment ten nieuchronnie się zbliża, przekonuje zawężająca się różnica między oprocentowaniem polskich i amerykańskich papierów skarbowych. Obligacje 10-letnie notowane są w tej chwili z rentownością w granicach 4,6%, gdy dochodowość 10-letnich not rządu USA zbliża się do 4,1%. Przekroczenie granicy 4,13% będzie oznaczać zmianę trendu na wzrostowy. Warto zwrócić uwagę, że dochodowość amerykańskich papierów porusza się w rytm fałszywych średnioterminowych sygnałów płynących z analizy technicznej. Kiedy w marcu przekroczyła 4,4%, osiągając najwyższy poziom od ponad pół roku, niebawem zaczęła spadać. Na początku czerwca znalazła się na poziomie 3,9% i było to 52-tygodniowe minimum. Kontynuacji spadku nie doczekaliśmy się... Ta nieskuteczność sygnałów może być przejawem szerszego zjawiska, o którym dość często dyskutuje się na rynkach rozwiniętych - istotnego spadku skuteczności gry zgodnie z trendem. Po zwrocie w okolicach 4%, poziomem docelowym dla zwyżki rentowności amerykańskich papierów skarbowych jest 4,5%. Trudno przypuszczać, żeby realizacja takiego scenariusza pozostała bez wpływu na rynek polskich papierów skarbowych.
Akcje teoretycznie mają szansę się obronić. Biorąc pod uwagę stopę zysku i porównując ją z rentownością np. 10-letnich obligacji, papiery udziałowe są wyceniane z ok. 40-proc. dyskontem (uwzględniając szerokie grono spółek). Jednak trudny do oszacowania jest wpływ ewentualnego osłabienia złotego, który będzie wynikiem wyprzedaży na rynku długu. Złoty i tak powoli traci na wartości, w wyniku umacniania się dolara na światowych rynkach. Inwestorzy zagraniczni, którzy kupili polskie akcje na początku roku, zarobili około 10% (jeśli rozliczają się w euro) albo dopiero wychodzą na zero (jeśli rozliczają się w dolarach). Gdy zobaczą, że ich inwestycje ponownie zaczynają przynosić straty, mogą być skłonni podejmować radykalne decyzje.