Środowe notowania na światowych rynkach akcji stały pod znakiem "dyżurnego tematu", czyli cen ropy. Wczoraj notowania surowca zbliżyły się w Nowym Jorku blisko 61 USD i rekordowego poziomu odnotowanego zaledwie tydzień wcześniej, a na rynku panuje opinia, że to może jeszcze nie być koniec wzrostu.

W takich warunkach na giełdach na pierwszy plan wysunęły się obawy, że wysokie koszty energii negatywnie wpłyną na wyniki spółek. I to nie chodzi tylko o uzależnione od cen paliw linie lotnicze, firmy motoryzacyjne czy transportowe, ale również o większość innych sektorów. Przykładem niech będzie np. amerykańska firma Darden Restaurants, właściciel sieci restauracji Olive Garden i Red Lobster, której akcje gwałtownie wczoraj spadały pod wpływem wypowiedzi analityków, iż wysokie ceny ropy spowodują, że mniej klientów odwiedzi te placówki.

Atmosferę na amerykańskiej giełdzie poprawił wczoraj w niewielkim stopniu najnowszy raport makroekonomiczny mówiący o czerwcowym wzroście wskaźnika sektora usług (ISM) do 62,2 pkt z 58,5 pkt w maju. Do godz. 22.00 naszego czasu indeks Dow Jones spadł o 0,96%, a Nasdaq Composite o 0,42%.

Główne indeksy europejskie zakończyły dzień na plusie, windowane przede wszystkim przez spółki z branży naftowej, takie jak brytyjsko--holenderski Royal Dutch/Shell czy francuski Total. Nic dziwnego, skoro analitycy prognozują, że spółki z branżowego indeksu Stoxx 600 Oil & Gas zwiększą w tym roku średnio zyski o 23%. Europejskim rynkom mogła też sprzyjać rekomendacja opublikowana przez analityków brytyjskiego banku HSBC. Ich zdaniem, inwestorzy powinni kupować akcje ze Starego Kontynentu w oczekiwaniu na zmianę rządu w Niemczech oraz prawdopodobną obniżkę stóp procentowych w Wielkiej Brytanii. Podkreślają też, że korzystna może być deprecjacja euro, ponieważ europejskie indeksy będą relatywnie silniej rosnąć w stosunku do wskaźników giełdowych z innych części świata. Paryski CAC-40 wzrósł wczoraj o 0,64%, frankfurcki DAX o 0,26%, a londyński FT-SE 100 o 0,76%. Wybór stolicy Wielkiej Brytanii na organizatora Igrzysk Olimpijskich w 2012 r. pobudził popyt na akcje tamtejszych spółek budowlanych.