Nie wiadomo, kto dokonał tych zamachów. Nikt się nie przyznał. Sposób przeprowadzenia zamachów wskazuje jednak na Al-Kaidę. A także to, że nikt nie ostrzegł przed atakami.
Wczesnym przedpołudniem, w krótkich odstępach czasu, czterema stacjami londyńskiego metra wstrząsnęły silne eksplozje. Chwilę później bomby wybuchły w trzech autobusach w centrum Londynu. Telewizja Sky News podała, że co najmniej jeden z tych ataków był zamachem samobójczym. Unieruchomiono całe londyńskie metro, najdłuższe w Europie. Wstrzymano ruch kołowy w centrum tego olbrzymiego miasta. Do utrzymania porządku skierowano wojsko, ale paniki nie było.
Premier Tony Blair na wieść o zamachach postanowił wrócić do Londynu ze szczytu G-8 w Szkocji. Ataki nazwał barbarzyńskimi i wyraził opinię, że zostały skoordynowane z rozpoczęciem obrad przywódców najbogatszych państw i Rosji.
- To nie jest atak wymierzony w bogatych i możnych ani w polityków, lecz atak przeciwko zwykłym ludziom pracy Londynu - powiedział burmistrz miasta Ken Livingstone, a zwracając się do terrorystów dodał: - To, co zrobiliście, jest po prostu masowym morderstwem.
Rynki zareagowały spadkami akcji, w USA mniejszymi niż w Europie. Staniały ropa naftowa i metale w oczekiwaniu spowolnienia wzrostu gospodarczego, a w rezultacie popytu na te surowce. Zdrożało złoto, które w chwilach grozy zwykle jest chętniej kupowane, uchodząc za tzw. bezpieczną lokatę.