Sejm uchwalił w piątek nowelizację ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych. W trakcie prac starły się interesy dwóch lobby: motoryzacyjnego oraz ubezpieczeniowego. Walka trwała praktycznie do końca. Górą na razie są ubezpieczyciele. Udało się im przekonać posłów, żeby faktura VAT nie była preferowaną podstawą do wypłaty odszkodowania z polisy OC komunikacyjnego (jeśli klient nie przedstawił rachunku, musiałby liczyć się z tym, że dostanie pieniądze dopiero po sześciu miesiącach). Utrącono również pomysł, aby poszkodowany miał prawo do udokumentowania wysokości należnego odszkodowania na podstawie wyceny sporządzonej przez warsztat naprawczy lub rzeczoznawcę (za ekspertyzę płaciłby ubezpieczyciel).
Środowisko powinno cieszyć się podwójnie, bo w piątek udało mu się zachować autonomiczność Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego oraz Polskiego Biura Ubezpieczycieli Komunikacyjnych (ich działalność finansują firmy sprzedające obowiązkowe polisy, np. OC komunikacyjne i Zieloną Kartę). Część posłów chciała im nałożyć kaganiec - miałyby być nadzorowane, podobnie jak towarzystwa, przez urząd nadzoru. W radzie UFG miałby ponadto znaleźć się przedstawiciel resortu finansów oraz Rzecznika Ubezpieczonych. Minister finansów miałby określać w porozumieniu z nadzorem m.in. liczbę zatrudnionych, zasady wynagradzania zarządu i pracowników. Na szczęście, dla UFG, poprawki te większością głosów odrzucono. Teraz ustawa trafi do Senatu. Jeśli nie zdąży się nią zająć w najbliższym tygodniu, jest szansa, że Sejm przyjmie ją ostatecznie pod koniec lipca na swoim ostatnim posiedzeniu przed wakacjami.