RPP ustaliła cel inflacyjny na poziomie 2,5%, z możliwością odchylenia w górę i w dół o jeden punkt procentowy. W pierwszych miesiącach br. inflacja była jeszcze powyżej celu. W kwietniu została osiągnięta górna granica przedziału wybranego przez radę, miesiąc później inflacja dokładnie trafiła w cel, a teraz będziemy świadkami kolejnego gwałtownego spadku. Szybkie obniżanie się inflacji to konsekwencja ustępowania tzw. efektu bazy - na wielkość czerwcowego wskaźnika nie będzie miał wpływu duży wzrost cen po poszerzeniu Unii Europejskiej.
Co ciekawe, inflacyjne prognozy wszystkich ankietowanych przez nas banków są wyższe od prognozy Ministerstwa Finansów. Resort spodziewa się, że inflacja zmalała w czerwcu do 1,3%. - Ta prognoza zakłada bardzo silne obniżki cen żywności. My nie widzimy przesłanek takiego spadku tych cen - powiedział Piotr Bielski, ekonomista Banku Zachodniego WBK.
Spadek inflacji oznacza, że realna płaca rośnie coraz szybciej. Według P. Bielskiego, sytuacja na rynku pracy zapowiada powrót konsumpcji do ubiegłorocznej dynamiki, co będzie korzystne dla tempa wzrostu PKB. Wzrost płac i zatrudnienia nie jest jednak na tyle silny, by prowadzić do presji inflacyjnej.
Średnia prognoz analityków mówi, że w maju znów zanotowaliśmy nadwyżkę w obrotach bieżących, natomiast w obrotach handlowych mieliśmy kilkadziesiąt milionów euro deficytu. Duża część ekonomistów spodziewa się znacznej różnicy między saldem obrotów bieżących i handlu. Dziwi się temu Łukasz Tarnawa, główny ekonomista PKO BP. - Transfery z Unii Europejskiej, które poprawiały wynik rachunku obrotów bieżących w poprzednich miesiącach, w maju były mniejsze. A dochodzi nowy element: wypłaty dywidend dla zagranicznych właścicieli polskich firm - powiedział analityk.