Od kilku tygodni ceny na szerokim rynku towarowo-surowcowym zmieniają się co prawda stosunkowo gwałtownie (nawet o 2% w skali całego rynku w trakcie jednej sesji), ale że po serii wzrostów następuje seria spadków, zasadniczo sytuacja się nie zmienia. Indeks CRB Futures, w którego skład wchodzą kontrakty na 19 najważniejszych towarów i surowców z giełd w Nowym Jorku i Chicago, od ostatniego tygodnia maja nie wyszedł poza pasmo 300-315 punktów (w zeszłym tygodniu, po wcześniejszym spadku, wskaźnik wzrósł o 2% i wyniósł w piątek 309,9 pkt). Tyle że taka stosunkowo stabilna sytuacja dotyczy notowań w dolarach.

Ze względu na umacnianie się amerykańskiego pieniądza wobec euro, ceny ropy, miedzi czy bawełny liczone we wspólnej walucie bardzo szybko pną się w górę. Od wspomnianego ostatniego tygodnia maja towary i surowce zdrożały w euro średnio o ponad 10%, a od początku roku już o 26%. Ostatnio regularnie biją tegoroczne rekordy (podczas gdy CRB Futures w dolarach osiągnął szczyt w połowie marca i teraz brakuje mu do niego zwyżki o kilka procent) i wspinają się w pobliże szczytów z końca 2000 r. Wówczas - niespełna dwa lata po wprowadzeniu euro - średnie ceny towarów były najwyższe w 6,5--letniej już historii funkcjonowania wspólnej waluty. Obecnie do rekordu w euro (z 24 listopada 2000 r.) indeksowi CRB Futures brakuje 4,5%. Czy taniejące euro może więc tylko cieszyć europejskie firmy, które dzięki temu mogą sprzedać więcej produktów za granicą? Chyba nie do końca.