Pomysł jest prosty: chodzi o to, aby wysokość taksy rejestracyjnej (jednorazowej lub rocznej) zależała od ilości dwutlenku węgla emitowanego przez pojazd. W ten sposób Komisja chce ujednolicić stawki tego podatku w UE. Jak bardzo systemy fiskalne różnią się od siebie w tym zakresie, widać chociażby na przykładzie Polski. Bruksela oskarża nas o dyskryminacyjne hamowanie napływu aut z zagranicy (mamy wysokie stawki akcyzy dla tych pojazdów, a także zróżnicowane opłaty za wydanie książki pojazdu). Ogólnie, kraje Unii Europejskiej stosują różne stawki daniny, uzależniając jej wysokość a to od wielkości silnika, a to od normy emisji spalin, wreszcie od wartości samochodu. Co więcej, niektóre naliczają taksę tylko raz przy zakupie, inne rozkładają ją na każdy rok użytkowania, jeszcze inne pobierają podatek każdorazowo przy okazji obowiązkowych badań technicznych. W rezultacie rzeczywiste ceny tych samych pojazdów w różnych państwach różnią się od siebie.
Ograniczyć emisję
Innym celem reformy sugerowanej przez KE jest redukcja zanieczyszczeń. W dokumentach unijnych mowa o planie ograniczenia średniej emisji dwutlenku węgla przez jeden samochód do 120 g/km (jeszcze w 2000 r. średnia ta wynosiła 179 g/km). - Jest znaczne poparcie dla instrumentów podatkowych, które zachęcą konsumentów do wyboru pojazdów bardziej przyjaznych środowisku - tłumaczy László Kovács, komisarz ds. podatków.
Przedstawiona w ubiegłym tygodniu propozycja Brukseli mówi o tym, że do końca 2008 r. emisja CO2 powinna mieć co najmniej 25-proc. wagę w algorytmie służącym obliczeniu całej kwocie podatku. Dwa lata później już 50-proc. - To odległe terminy. Przypatrywaliśmy się pracom Komisji, teraz dopiero będziemy dyskutować nad przedstawionym projektem. Sądzę, że ostateczny podatek może mieć inny kształt - uspokaja Jakub Faryś, dyrektor Związku Motoryzacyjnego SOIS.
Co zrobią koncerny