Ludzie bardzo często przyzwyczajają się do pewnych rzeczy. A gdy się już przyzwyczają, okazuje się, że traktują je jako niezmienne. Nie potrafią sobie bez nich wyobrazić świata. Tak jest na przykład z ubezpieczeniami emerytalnymi i zdrowotnymi. Czy ktoś jest w stanie wyobrazić sobie świat bez ZUS i NFZ?
Okazuje się, że są tacy ludzie. Jednym z nich jest Donald Tusk, który zaproponował w trakcie debaty z innymi kandydatami na prezydenta likwidację obowiązkowych ubezpieczeń emerytalnych i zdrowotnych.
Ciekawe było zachowanie jego rywali. Zbigniew Religa uznał, że brak ubezpieczeń zdrowotnych spowoduje, że padnie służba zdrowia. Jak wiadomo wszem i wobec, służba zdrowia powstała z chwilą wprowadzenia obowiązkowej składki na leczenie. Wcześniej nie było ani lekarzy, ani szpitali, ani pielęgniarek.
Swoją drogą, to ciekawe, że pan Religa, było nie było lekarz, nie pamięta, że mamy w kraju szpitale, gdzie się leczy bez pieniędzy z NFZ. Że spora część Polaków nie chodzi do przychodni opłacanych z NFZ, bo nie ma czasu na stanie w kolejkach. Generalnie - służba zdrowia nieopłacana przez NFZ istnieje i radzi sobie całkiem dobrze. Lepiej niż ta, której Fundusz płaci. Te szpitale padają i konieczne są zmiany w ustawach, aby komornicy nie zajmowali pensji personelu.
Z kolei Lech Kaczyński uznał, że likwidacja składek emerytalnych to droga do liberalnej utopii. To bardzo zabawne słowa w ustach polityka, który do jakiegoś tam konserwatyzmu się przyznaje. Były bowiem czasy, gdy nie było obowiązkowych ubezpieczeń emerytalnych. I ludzie jakoś sobie radzili. Mało tego - obowiązkowy system okazał się ciężarem dla wielu gospodarek. Jednym z powodów, dla którego nasz kraj obciążony jest ogromnym długiem, jest fakt, że nie domykał się system emerytalny. I nie domyka się nadal, bo posłowie przed wyborami robią dobrze, a to górnikom, a to hutnikom, a to innym grupom, zwiększając im emerytury kosztem obecnie pracujących.