Od początku istnienia warszawskiej giełdy mówi się o potrzebie jej prywatyzacji. Nigdy wcześniej projekt nie wyszedł poza ramy planowania. Teraz za przełomowe można uznać wyłonienie doradcy prywatyzacyjnego, który powinien w lipcu zaprezentować proponowaną koncepcję przekształceń własnościowych. Raport doradcy trafił już do MSP. Co się w nim znajduje? Na razie nie wiadomo.
Będzie kontynuacja?
Ważniejsze jest jednak inne pytanie: czy właściciel giełdy nie zatrzyma się wpół drogi? Powody do obaw są. Otóż obecny rząd - jak się wydaje najbardziej ze wszystkich dotychczasowych zdeterminowany, by GPW sprywatyzować - wkrótce ustąpi w związku z wyborami parlamentarnymi. To oznacza, że decyzje dotyczące prywatyzacji GPW podejmie już nowy gabinet. PO i PiS, partie, które według sondaży mają największe szanse na jego powołanie, nie są przeciwne zmianom w akcjonariacie GPW. Ale też nie prezentują wspólnej i spójnej koncepcji prywatyzacji giełdy, czy szerzej - rozwoju rynku kapitałowego. Jej wypracowanie zajmie im trochę czasu. Pół biedy, jeśli zechcą skorzystać z dorobku poprzedników, w tym wziąć pod uwagę zalecenia doradcy prywatyzacyjnego i sporządzone przez niego analizy. Gorzej, jeśli zdecydują się rozpocząć proces od nowa. A tak przecież zwykle z projektami prywatyzacyjnymi bywa w przypadku zmiany rządu. To będzie oznaczało kilku - kilkunastomiesięczne opóźnienie w prywatyzacji giełdy. I to pod warunkiem, że projekt nie zniknie pod stertą innych - traktowanych przez nowego ministra skarbu jako bardziej pilne z przyczyn budżetowych czy społecznych.
W najlepszym więc razie decyzji co do terminu i sposobu prywatyzacji GPW możemy oczekiwać pod koniec tego lub w pierwszych miesiącach następnego roku. W najgorszym razie - sprawa zostanie odłożona ad calendas Graecas.
Presja czasu