- Popyt na telefony komórkowe na całym świecie przerósł w ostatnich latach najśmielsze oczekiwania - mówi Ben Wood, specjalizujący się w Gartner w rynku telefonii bezprzewodowej. O ile w 1997 r. na całym świecie sprzedano "tylko" 107,84 mln komórek, to już w roku 2000 liczba ta sięgnęła 415 mln. Według Gartnera, w 2005 r. sprzeda się 779 mln aparatów, o 16% więcej niż rok wcześniej, a w 2009 r. może zostać przełamana bariera miliarda sprzedanych komórek. Ogółem za cztery lata w użytku ma być aż 2,6 mld aparatów. - Wygląda na to, że telefon komórkowy będzie najczęściej używanym urządzeniem elektronicznym na całym globie - podsumowuje B. Wood.
Eksperci Gartnera zauważają, że popyt na komórki utrzymuje się we wszystkich częściach światach. Na rozwiniętych rynkach, takich jak europejski czy amerykański, klienci coraz częściej wymieniają aparaty na nowsze działające w systemie 3G (takich komórek ma się w tym roku sprzedać ponad 100 mln). Natomiast w biedniejszych rejonach, np. Indiach czy Brazylii, lawinowo rośnie liczba nowych abonentów.
Stosunkowo najlepsze perspektywy ma - zdaniem Gartnera - rynek azjatycki. W tym roku sprzedano tam co czwarty telefon komórkowy, a w 2009 r. prawdopodobnie co trzeci aparat znajdzie nabywcę właśnie w tej części świata. Motorem napędowym mają być rynki chiński i indyjski. Prognozy mówią, że w 2007 r. na tych dwóch rynkach sprzeda się aż 200 mln aparatów.
Raport Gartnera wprawdzie brzmi bardzo optymistycznie dla producentów telefonów komórkowych, takich jak Nokia, Motorola, SonyEricsson czy Samsung, ale te firmy mają też powody do zmartwień. Aby zdobywać rynek, muszą obniżać ceny aparatów. O ile w 2004 r. średnia cena hurtowa telefonu komórkowego wynosiła 174 USD, to do 2009 r. spadnie do 161 USD - prognozuje Gartner.
Pecety też się sprzedają