Kontrakty na WIG20 w dalszym ciągu mają kłopoty z przedostaniem się ponad szczyt z końca lutego. Na jego wysokości notowania balansują już od ponad tygodnia. Wczoraj wydawało się, że byki wreszcie odniosą sukces. Jednak z każdą godziną narastała presja ze strony chętnych do zamykania długich i otwierania krótkich pozycji. To mogło trochę dziwić, biorąc pod uwagę znów powiększającą się ujemną bazę. Liczba otwartych pozycji na wszystkich seriach zwiększyła się ostatecznie wczoraj o 867 sztuk i była najwyższa od wygaśnięcia serii czerwcowej. Takie zachowanie inwestorów wskazuje na brak wiary w dalszy wzrost. Pytanie, czy postrzeganie perspektyw rynku przez inwestorów jest prawidłowe.
Intuicyjnie można zakładać, że potencjał wzrostu rzeczywiście powoli się wyczerpuje. WIG20 nieprzerwanie rośnie dziesiąty tydzień. To rekordowa seria i kiedyś musi być przerwana. Jednak opieranie decyzji inwestycyjnych jedynie na tym przekonaniu nie byłoby rozsądnym posunięciem. Dlatego lepiej zaczekać na konkretne sygnały. Wyjście ponad 2130 pkt mogłoby wyzwolić falę ucinania strat przez posiadaczy długich pozycji, co w rezultacie doprowadziłoby do znacznego ograniczenia ujemnej bazy. Z drugiej strony, spadek poniżej 2076 pkt, gdzie mamy górkę z 4 lipca, oznaczałby, że rację mieli ci, którzy w ostatnich dniach grali na zniżkę. W tej sytuacji realny stałby się spadek przynajmniej do 2000 pkt.
W oparciu o te poziomy można realizować kilka strategii. Otwierać krótkie pozycje w strefie 2105-2130 lub poniżej 2076 pkt, ustawiając linię obrony w oparciu o zmienność rynku z ostatnich dni (ATR z 5 sesji wynosi 26 pkt), licząc na zakończenie dobrej passy byków. Albo zajmować długie pozycje w okolicy 2076 pkt ze stop-lossem na 2050 pkt w nadziei na kontynuację wzrostu.