O tym, że PepsiCo jest zainteresowane przejęciem Danone, mówi się na rynku już od ponad tygodnia. Wprawdzie oba koncerny nie komentują tych spekulacji, ale akcje francuskiej firmy zdrożały od początku lipca aż o 27%. Choć wczoraj, gdy zarząd spółki podał, że na razie PepsiCo nie kontaktowało się z nim w sprawie transakcji, walory staniały o ponad 4%. Analitycy uważają jednak, że Amerykanie szykują ofertę (PepsiCo ponoć wynajęło już banki inwestycyjne Morgan Stanley i UBS, by pomogły przeprowadzić transakcję), a te podejrzenia potwierdzają tylko nerwowe reakcje francuskich polityków i władz Danone.
Premier mówi nie
W obronę spożywczej spółki przed zakusami Amerykanów zaangażował się nawet premier Dominique de Villepin. Szef rządu zapewnił, że podejmie działania, aby "jeden z klejnotów francuskiej gospodarki" nie znalazł się w rękach zagranicznego kapitału. Nieco ostrożniej wypowiedział się minister finansów Thierry Breton (były prezes France Telecom), który podkreśla, że na razie na rynku pojawiły się tylko plotki o możliwej ofercie ze strony PepsiCo. - Zadaniem zarządu Danone jest obrona interesów pracowników, klientów i akcjonariuszy. Jeśli porozumie się z PepsiCo i uzna, że fuzja to korzystne posunięcie dla firmy, wówczas nie widzę przeszkód, aby taka transakcja się odbyła - powiedział T. Breton. Jednak prezes Danone Franck Riboud powiedział w wywiadzie dla gazety "Les Echos", że będzie bronił niezależności spółki. Amerykanom pozostanie więc prawdopodobnie próba wrogiego przejęcia. - W takim przypadku rząd musi bacznie przyglądać się takim działaniom i pilnować, czy transakcja nie zaszkodzi francuskim interesom - powiedział T. Breton.
Jeden głos polityków
W kwestii Danone wyjątkowo zgodnie wypowiadają się i rząd, i opozycja. Także organizacje pozarządowe. Jak doniósł PAP, konserwatywny związek rolników FNSEA mobilizuje przeciwko Amerykanom producentów mleka, a lewicowe związki zawodowe nawołują do "ochrony narodowego zaopatrzenia w żywność".