Indeks "utknął" na wysokości marcowego szczytu, od którego przełamania trzeba uzależniać możliwość podtrzymania dobrej koniunktury. Jednocześnie istnieje zagrożenie, że nawet jeśli do tego dojdzie, będzie to raczej argument na rzecz odsunięcia groźby szybkiego odwrócenia tendencji rosnącej, a nie element przemawiający za znaczącym wzrostem. Dlaczego?
Podwójna
negatywna dywergencja
Największy niepokój wzbudza rysująca się na tygodniowym MACD podwójna negatywna dywergencja. W analizie technicznej jest ona uznawana za jedno z najsilniejszych ostrzeżeń przed odwróceniem trendu zwyżkowego. Trzeba jednocześnie przyznać, że pojedyncza dywergencja ma podobny wydźwięk. Ta powstała już w listopadzie 2004 r., ale nie doprowadziła do zakończenia hossy trwającej od wiosny 2003 r. Spełniła natomiast swoją rolę jako czynnik przemawiający za zmniejszeniem siły trendu - przez ostatnie półtora roku S&P 500 zyskał około 70 pkt, czyli trochę ponad 6%.
Od powstania na wykresie pierwszej negatywnej dywergencji upłynęło osiem miesięcy. W tym czasie sporo zmieniło się w otoczeniu amerykańskiego rynku. Wyraźnie trend zmienił dolar. Indeks, opisujący jego wartość względem sześciu głównych walut światowych, wypełnił z początkiem lipca zasięg ruchu wynikający z wysokości kanału zwyżkowego, z którego wybił się pod koniec maja. Brak jednak sygnałów przemawiających za mocniejszą deprecjacją dolara w II połowie roku. Z obecnego poziomu amerykańska waluta powinna wzrosnąć jeszcze przynajmniej o 5,5%. Sprzyjają temu rosnące stopy procentowe i sygnały płynące ze strony władz monetarnych, że cykl zaostrzania polityki pieniężnej nie ma się ku końcowi, nie nastąpi też zapewne żadna przerwa w podnoszeniu stóp procentowych.