Reklama

Remisowy tydzień

Tak jak było do przewidzenia, ostatnie dni na światowych giełdach zdominowały doniesienia dotyczące wyników finansowych amerykańskich korporacji w II kwartale. Pod koniec tygodnia dało się też odczuć wzmożone zaniepokojenie ponownym wzrostem zagrożenia terrorystycznego. Ostatecznie główny barometr amerykańskiej giełdy - S&P 500 - nie zmienił wartości przez ostatni tydzień.

Publikacja: 23.07.2005 09:34

Indeks "utknął" na wysokości marcowego szczytu, od którego przełamania trzeba uzależniać możliwość podtrzymania dobrej koniunktury. Jednocześnie istnieje zagrożenie, że nawet jeśli do tego dojdzie, będzie to raczej argument na rzecz odsunięcia groźby szybkiego odwrócenia tendencji rosnącej, a nie element przemawiający za znaczącym wzrostem. Dlaczego?

Podwójna

negatywna dywergencja

Największy niepokój wzbudza rysująca się na tygodniowym MACD podwójna negatywna dywergencja. W analizie technicznej jest ona uznawana za jedno z najsilniejszych ostrzeżeń przed odwróceniem trendu zwyżkowego. Trzeba jednocześnie przyznać, że pojedyncza dywergencja ma podobny wydźwięk. Ta powstała już w listopadzie 2004 r., ale nie doprowadziła do zakończenia hossy trwającej od wiosny 2003 r. Spełniła natomiast swoją rolę jako czynnik przemawiający za zmniejszeniem siły trendu - przez ostatnie półtora roku S&P 500 zyskał około 70 pkt, czyli trochę ponad 6%.

Od powstania na wykresie pierwszej negatywnej dywergencji upłynęło osiem miesięcy. W tym czasie sporo zmieniło się w otoczeniu amerykańskiego rynku. Wyraźnie trend zmienił dolar. Indeks, opisujący jego wartość względem sześciu głównych walut światowych, wypełnił z początkiem lipca zasięg ruchu wynikający z wysokości kanału zwyżkowego, z którego wybił się pod koniec maja. Brak jednak sygnałów przemawiających za mocniejszą deprecjacją dolara w II połowie roku. Z obecnego poziomu amerykańska waluta powinna wzrosnąć jeszcze przynajmniej o 5,5%. Sprzyjają temu rosnące stopy procentowe i sygnały płynące ze strony władz monetarnych, że cykl zaostrzania polityki pieniężnej nie ma się ku końcowi, nie nastąpi też zapewne żadna przerwa w podnoszeniu stóp procentowych.

Reklama
Reklama

Wróci temat obligacji?

W tym względzie nie ma większej różnicy z sytuacją sprzed ośmiu miesięcy. Natomiast widać ją w odniesieniu do oczekiwań dotyczących zachowania obligacji. Jesienią 2004 r. przeważało przekonanie, że rentowność będzie się stopniowo podnosić i zmierzać w stronę 5-5,5%. Tak się nie stało, a pozytywne zaskoczenie z tym związane było jednym z elementów podnoszących notowania akcji od połowy kwietnia. Tym razem powszechnie spodziewane jest utrzymanie się niskiej zyskowności długoterminowych obligacji, a nawet jej dalszy spadek. Taki scenariusz staje pod znakiem zapytania nie tylko ze względu na ostatnie deklaracje Alana Greenspana, który zapowiedział utrzymanie obecnej polityki stopniowego podnoszenia kosztów pieniądza. Równie istotny jest wpływ na rynek obligacji czwartkowej decyzji chińskich władz, zmieniającej dotychczasowy reżim kursowy. Tego dnia rentowność amerykańskich papierów wyraźnie podskoczyła i sięgnęła najwyższego poziomu od ponad dwóch miesięcy. Z obecnych niecałych 4,3%, powinna niedługo sięgnąć przynajmniej 4,6%. To może wywołać zaniepokojenie wśród funduszy hedgingowych, które w tym roku w szybkim tempie zwiększają stan posiadania amerykańskich obligacji. W maju 12-miesięczna suma salda nabytych i sprzedanych papierów przekraczała 54 mld USD, podczas gdy na koniec 2004 r. było to jedynie 22,5 mld USD. Te dane dotyczą jedynie podmiotów zarejestrowanych w rajach podatkowych. Tempo zwiększania ich stanu posiadania (o blisko jedną trzecią w pierwszych pięciu miesiącach tego roku) jest większe niż w przypadku Japonii i Chin, w rękach których znajduje się najwięcej amerykańskich obligacji. Dlatego decyzje i interpretacja czwartkowej decyzji chińskich władz tej grupy inwestorów mogą okazać się bardzo istotne z punktu widzenia rozwoju zdarzeń na rynkach obligacji. A na niego często spoglądają giełdowi inwestorzy.

Zyski rosną najwolniej

od trzech lat

Od listopada 2004 r. znacząco podniosła się też cena ropy. Jej średnia cena z 12 miesięcy wynosiła wtedy ok. 37 USD za baryłkę, teraz jest to 11 USD (30%) więcej. Wysokie ceny ropy wspierały notowania koncernów paliwowych. Wraz z rosnącymi cenami (i kapitalizacją) zwiększało się ich znaczenie dla ogólnej koniunktury rynW bardzo dużym stopniu przyczyniały się też do poprawy statystyk dotyczących wyników giełdowych spółek. Z szacunków agencji Standard&Poor's wynika, że zysk operacyjny na akcję firm wchodzących w skład S&P 500 zwiększył się w II kwartale jedynie o 2,15% w porównaniu z wynikiem z I kwartału. To najmniejszy wzrost od trzech lat. Obniżająca się stopniowo dynamika poprawy zysków w dużym stopniu uzasadnia, dlaczego obecne wskaźniki wyceny dla amerykańskiego rynku obniżają się i pozostają na atrakcyjnym poziomie w porównaniu z rentownością obligacji. Z drugiej strony, rodzi obawy, że dobra passa spółek dobiega końca.

Cena ropy ma trudności z kontynuacją zwyżki, co zwiększa zagrożenie, że wyjście ponad wiosenny szczyt okaże się fałszywe. To może zatrzymać wzrost zysków spółek paliwowych. Największe firmy z branży finansowej już w tym kwartale nie dały powodów do zadowolenia. Wystarczy spojrzeć na kurs Citigroup, znajdujący się około 5% od dwuletniego minimum. Ewentualny wzrost rentowności uderzyłby szczególnie w ten sektor. Równocześnie wyzwaniem dla wielu eksporterów jest mocniejszy dolar. Specjaliści z największych banków inwestycyjnych nie brali pod uwagę jego aprecjacji w tym roku.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama