W banku Česka spořitelna, który jest jedną z największych instytucji finansowych u naszych południowych sąsiadów, na książeczkach oszczędnościowych na okaziciela leży ponad 5,6 mld koron (ok. 765 mln zł). Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że od ponad dwóch i pół roku pieniądze te nie przynoszą posiadaczom żadnego dochodu. Zgodnie z czeskim prawem bankowym, kwoty zgromadzone na tego typu książeczkach były bowiem oprocentowane tylko do końca 2002 roku.
Bankowcy zacierają więc ręce z radości i do woli obracają cudzymi pieniędzmi, nie płacąc za to ani halerza. Co więcej, z każdym dniem rosną szanse na to, że po zapomniane pieniądze nikt się nie zgłosi. Z roku na rok coraz mniej osób, które kiedyś wpłaciły oszczędności na książeczki, zjawia się w banku, aby odzyskać pieniądze. - Największe zainteresowanie wkładami było w 2002 roku - mówi Helena Matuszná z Českiej spořitelnej. - Od tamtego czasu klienci coraz rzadziej przychodzą po pieniądze - dodaje.
W 2004 roku Czesi wypłacili z tego typu książeczek ok. 2,4 mld koron (niecałe 330 mln zł), a w pierwszej połowie br. cztery razy mniej. Gdyby nadal w takim tempie odzyskiwali oszczędności, to w roku 2012 (gdy kończy się ulga związana z oszczędzaniem na książeczkach) Česka spořitelna nadal będzie dysponować nieoprocentowaną sumą ok. 3,8 mld koron (ok. 520 mln zł).
Zgodnie z prawem, po 2012 r. oszczędności z książeczek stają się własnością banku. Helena Matuszná zepewnia jednak, że gdyby któryś z zapominalskich po tym terminie zgłosił się po oszczędności, Česka spořitelna odda mu je w całości.