Większość graczy i analityków już od przeszło miesiąca wypatruje dużej korekty na warszawskim parkiecie. Tymczasem tej jak nie było, tak nie ma. Zamiast tego indeksy biją kolejne rekordy i nic nie zapowiada, żeby w najbliższych dniach mogło się to zmienić.

Wykres dużych spółek znajduje się w silnym trendzie wzrostowym. Od 17 maja br., kiedy trend się rozpoczął, WIG20 zyskał ponad 20%, przełamując przed dwoma tygodniami maksima z 28 lutego (2131,4 pkt). Obecnie, poza dużym wykupieniem oraz nielicznymi negatywnymi dywergencjami na RSI, wszystkie inne elementy wskazują na kontynuację hossy. Nie oznacza to jednak, że jedno- czy dwudniowych korekt nie będzie. Owszem, będą. Być może nawet już w poniedziałek. Dopóki jednak nie pojawią się wiarygodne sygnały zmiany trendu, należy wykorzystywać je do kupna akcji. Tym bardziej że obserwowana w ostatnich dniach zbieżność pomiędzy wzrostami na giełdzie a umacniającym się złotym, przy jednoczesnym spadku na rynku długu, może sugerować, że do Polski trafił większy kapitał zagraniczny.

W dalszym ciągu bykom sprzyja brak wiary we wzrost. Świadczy o tym nie tylko bardzo duża, bowiem aż 47-pkt ujemna baza na wrześniowych kontraktach na WIG20, ale również ujemna wartość Wigometru (-9 pkt). Wśród uczestników ostatniej ankiety 42% oczekuje spadku wartości indeksu WIG20 na koniec przyszłego tygodnia, podczas gdy dla 33% historyczne rekordy WIG i najwyższy w tym roku poziom indeksu WIG20 stanowi powód do kupna akcji.

Gdyby szukać pretekstów do sprzedaży akcji, to jednym z nich byłaby ogólna euforia, połączona z pionowym wzrostem indeksów oraz dodatnią bazą na kontraktach. Ponadto nad sensem trzymania akcji trzeba byłoby się jeszcze raz zastanowić w momencie spadku indeksu WIG20 poniżej wsparcia, jakie na 2060 pkt tworzy 38,2-proc. zniesienie tego 2,5-miesięcznego impulsu wzrostowego. Taka zniżka oznaczałaby bowiem nie tylko przełamanie wspomnianego poziomu, ale również spadek poniżej lutowego szczytu oraz prawdopodobne sygnały sprzedaży na głównych dziennych wskaźnikach.