W piątek wkrótce po otwarciu notowań w Londynie cena miedzi osiągnęła rekordowy poziom 3546 USD za tonę. Było to o 21 USD więcej niż na czwartkowym zamknięciu, najwyższym w historii. Uczestników rynku zelektryzowała wiadomość o przedłużeniu o 10 dni rozmów na temat zakończenia strajku w kopalniach w Arizonie i Teksasie. Kopalnie te strajkują już 4 tygodnie, a w I kw. pochodziło z nich 1,1% światowej produkcji miedzi. Zapasy tego metalu monitorowane przez londyńską giełdę są najniższe od prawie 31 lat.

Właśnie wiadomość o wzroście tych zapasów uspokoiła nieco rynek i cena spadła o 8 USD poniżej czwartkowego zamknięcia. Zapasy te wzrosły o 12%, najbardziej od sierpnia ub.r., a w całym minionym tygodniu ich poziom zwiększył się o 21%, do 30,9 tys. ton. Wzrost imponujący, ale jest to wciąż mniej, niż wynosi jednodniowe zużycie miedzi na świecie.

Już to zapowiada dalszy wzrost cen tego metalu, bo koniunktura gospodarcza poprawia się nawet w strefie euro. A tymczasem z Chile, które jest największym na świecie producentem miedzi, nadeszły informacje o spadku produkcji. W czerwcu zmniejszyła się ona o 8,4%, do 411801 ton, i był to już drugi miesiąc jej spadku w ostatnich trzech.

Kontrakty terminowe na miedź z dostawą za trzy miesiące staniały w piątek po południu w Londynie o 8 USD, 0,1%, do 3517 USD za tonę. Na koniec minionego tygodnia tona miedzi kosztowała w Londynie 3446 USD.