Lipiec tego roku okazał się naprawdę gorący. I to nie ze względu na panującą temperaturę, ale w kontekście perspektyw globalnego bezpieczeństwa. Ostatnie zamachy w Londynie i Egipcie zaczynają budzić obawy, czy świat nie będzie musiał przyzwyczaić się do życia w stanie chronicznego zagrożenia.

Dewizą działania terrorystów jest doprowadzenie do życia w ciągłym strachu. Ta bardziej psychologiczna wojna może stać się nową i - niestety - obowiązującą "jakością" w XXI wieku. Co najgorsze, nie bardzo widać możliwości, aby ją skutecznie wyeliminować. Pojęcie wolności, którą przez lata wywalczyły sobie społeczeństwa Zachodu, zaczyna obracać się przeciwko nim samym. Nie sposób będzie skutecznie walczyć z terroryzmem bez zaostrzenia aparatu kontroli wobec samych obywateli, zwłaszcza że londyńskie zamachy pokazały, że zamachowcy wywodzili się ze środowiska "zasiedziałych" imigrantów. Kontrowersyjne mogą wydawać się także pomysły zmierzające do zaostrzenia kontroli wobec środowisk muzułmańskich, gdyż po pierwsze, mogą naruszać prawa wolności obywatelskiej, a po drugie, nie każdy wyznawca islamu musi być od razu terrorystą.

Obecny konflikt ma zatem bardzo szerokie podłoże i przypomina długofalową "wojnę światów", co wymagać będzie od władz i społeczeństw Zachodu bardziej rozważnych niż wojna w Iraku decyzji.

Czy zatem wspomniane na początku pojęcie chronicznego zagrożenia będzie nieść ze sobą skutki ekonomiczne? Jest to dosyć prawdopodobne. Zdaniem brytyjskiej firmy SPSL, monitorującej sytuację w centrach handlowo-rozrywkowych, po zamachach szacowana liczba odwiedzających spadła o blisko 27 proc. w ujęciu rocznym. Może to oznaczać początek negatywnej tendencji zmierzającej do spadku zaufania konsumentów w dużych miastach, a to z kolei może odbić się na ogólnym poziomie wydatków Brytyjczyków, a z czasem przełożyć się także na sytuację na rynku nieruchomości. Zresztą i tak tamtejsza gospodarka ma się w tym roku o wiele gorzej niż w zeszłym, a członkowie Banku Anglii coraz poważniej zastanawiają się nad redukcją stóp procentowych. Warto nadmienić, iż przykład brytyjski może zapoczątkować dłuższą tendencję także w pozostałych państwach europejskich, do czego może doprowadzić ewentualna zmiana sposobu życia obywateli.

Ostatnie wydarzenia stawiają także istotne pytania co do sposobu prowadzenia polityki zagranicznej w ostatnich latach. Stopniowo rację zaczynają mieć ci obserwatorzy, dla których konflikt w Iraku był błędem mogącym doprowadzić jedynie do eskalacji terroryzmu i tym samym zwiększenia wydatków budżetowych na "działania prewencyjne". A wiele wskazuje na to, że operacje na Bliskim Wschodzie będą kosztować amerykańskich podatników najwięcej w historii, której końca wciąż nie widać...