Ostatnie sesje na GPW przebiegają zdecydowanie pod dyktando popytu. Po kilkunastodniowej konsolidacji poniżej bardzo istotnej bariery znajdującej się w strefie 2120-2125 pkt, której kontrakty nie zdołały z marszu pokonać, rynek wreszcie ruszył w górę. Pomimo bardzo dobrej koniunktury na parkietach zagranicznych, wydaje się, że dla części rodzimych graczy było to spore zaskoczenie. Prawdopodobnie wynika to z faktu, że długotrwałe średnioterminowe trendy pojawiają się ostatnio dość rzadko, a obecną zwyżkę można porównać już tylko z falą wzrostową sprzed dwóch lat. Tym razem rynek nie jest jednak tak emocjonalny, a ruch odbywa się jak na razie przy dużo niższej zmienności.
Nie sposób oczywiście nie zwrócić uwagi na zachowanie bazy, która przyjęła wartości ujemne, jakich nie było od 2000 r. Wskazuje to na ogromny wręcz pesymizm i niewiarę w kontynuację zwyżek, co oczywiście tylko sprzyja posiadaczom długich pozycji.
Obecnie krótkoterminowe wsparcie znajduje się w okolicach 2170 pkt i jego przebicie może rozpocząć na rynku korektę. Dużo istotniejsza bariera popytowa znajduje się dopiero na poziomie 2080 pkt.
Niewątpliwie w średnim terminie rosnąć będzie ryzyko polityczne związane ze zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi, co może zachęcić inwestorów zagranicznych do realizacji pokaźnych zysków. Z drugiej jednak strony coraz lepsze dane makroekonomiczne potwierdzają, że druga połowa roku ma być lepsza dla gospodarki. Biorąc pod uwagę to, że zarówno duża część analityków jak i graczy jest zdecydowanymi pesymistami, oczekującymi głębszej korekty - na co wskazuje chociażby ujemna baza - hossa może zaprowadzić rynek naprawdę bardzo daleko.