Reklama

Porządkowania czas

Publikacja: 04.08.2005 08:51

Upały, piękne słońce, ciepłe morze. Krótki syntetyczny opis. Hiszpania? Nic z tych rzeczy! Polska! Co prawda nie ma u nas gorących Hiszpanek i ognistych Hiszpanów, ale Polki, moim przynajmniej skromnym zdaniem, i tak zostawiają w tyle wszystkie inne nacje. A Polacy? Niezręcznie mi o tym pisać, bo sam jestem facetem. Ale myślę, że najgorsi nie jesteśmy.

Ale ta Hiszpania bardzo mi się podoba. Nie dlatego, że chciałbym tam mieszkać. Nie miałbym nic przeciwko temu, żebyśmy stawali się do tego kraju coraz bardziej podobni. I nie mam tu na myśli uprawy pomarańczy czy winogron albo zabaw z bykiem. Chciałbym po prostu, abyśmy przeszli w najbliższych latach tę samą drogę. Od kraju, który błąkał się na końcu europejskiej rodziny pod względem zamożności obywateli do kraju, który może nie jest jeszcze krezusem, ale na pewno gwarantuje poziom życia, z którego społeczeństwo może być zadowolone.

Tak naprawdę nie potrzeba nam chyba wiele. No bo cóż takiego zrobili Hiszpanie, żeby zintensyfikować swoje tempo rozwoju? Czy odkryli złoża ropy naftowej, złota albo diamentów? Czy wprowadzili rewolucyjne zmiany w finansach publicznych, systemie podatkowym, za które otrzymali Nagrodę Nobla? Nic z tych rzeczy. W tym południowym kraju wprowadzano po prostu zasady gospodarki wolnorynkowej. Dekada rządów może nie stuprocentowo liberalnych, ale na pewno o silnym liberalnym akcencie zrobiła swoje.

Nikt nie mówi, że tego typu zmiany są proste i przebiegają bezboleśnie. Widać to jeszcze lepiej na przykładzie Wielkiej Brytanii. Dwadzieścia lat pracy zapoczątkowanej przez legendarną już Margaret Thatcher obfitowało w momenty wręcz dramatyczne. Pamiętamy wszyscy rozprawę z silnym lobby górniczym. Jednak trud nie poszedł na marne. Dziś kraj ten jest wzorem dla reszty Europy i jako jeden z niewielu, a jedyny duży, radzi sobie naprawdę dobrze pod względem wzrostu gospodarczego, poziomu bezrobocia itd.

Tak naprawdę na początek nie potrzeba nam wiele. Bądźmy realistami, nie mamy szans na rewolucyjne zmiany, na budowanie administracji od zera, na natychmiastową likwidację wszystkich bezsensownych przepisów prawnych itd., itp. Wystarczy, że uda się chociaż zacząć porządkować. I tego oczekujemy od nowego rządu.

Reklama
Reklama

Ostatnie dane makroekonomiczne pokazują wyraźnie, że najgorsze mamy już prawdopodobnie za sobą. Nie wierzę, że w pierwszym kwartale 2005 roku PKB wzrósł tylko o 2,1% (pisałem zresztą o tym), ale faktem jest, że mieliśmy wtedy do czynienia z wyraźnym spowolnieniem. Dane za czerwiec pokazują już jednak znaczny wzrost aktywności. Produkcja przemysłowa, sprzedaż detaliczna, wyniki budownictwa - wszystko to pozwala na optymizm. Rosną dochody ludności. W dodatku stopy procentowe są na rekordowo niskich poziomach, a to oznacza zdecydowanie tańsze finansowanie działalności inwestycyjnej i daje szanse na wzrost konsumpcji. Polskie przedsiębiorstwa radzą sobie coraz lepiej, także na rynku europejskim. Rośnie giełda, co z jednej strony zachęca do poszukiwania na niej środków na rozwój, z drugiej zaś przyciąga coraz to nowych inwestorów, szukających zysku.

Mamy więc dobry czas. Brakuje jedynie odpowiednich działań ze strony władz. Mniej kontroli państwa, prostsze procedury, jeszcze mniejsze obciążenia podatkowe i parapodatkowe (przede wszystkim związane z pracą), czyli innymi słowy, mniej przeszkód w rozwoju. Tylko tyle, a może aż tyle. Czy kolejny raz nie wykorzystamy szansy albo wykorzystamy ją tylko połowicznie?

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama