Dzień wcześniej przysięgę od Coxa odebrał prezes Rezerwy Federalnej Alan Greenspan. Cox nie szczędził komplementów szefowi Fed, nazywając go "wielkim przyjacielem inwestorów". Obaj panowie znają się od prawie 20 lat, gdyż pracowali wspólnie w powołanej przez prezydenta Ronalda Reagana tzw. Komisji Brady?ego, mającej na celu ustalenie przyczyn giełdowego krachu w 1987 r. Cox, który jest o ponad 25 lat młodszy od Greenspana (ma 52 lata), był wówczas łącznikiem Białego Domu z SEC.
Aby otrzymać stanowisko w SEC, Cox musiał odejść z Kongresu. We wtorek oficjalnie zrezygnował z mandatu w Izbie Reprezentantów, w której zasiadał od 1988 r. jako republikański kongresmen z Kalifornii. Dzięki temu, że był na Kapitolu osobą dobrze znaną, proces nominacyjny przeszedł bez najmniejszych zakłóceń - jego kandydatura została zatwierdzona przez Senat bez głosu sprzeciwu.
W SEC Cox zastąpił 74-letniego Williama Donaldsona, uchodzącego za regulacyjnego "jastrzębia". Rynki oczekują, że Cox nieco poluzuje przepisy. Securities Industry Association, organizacja reprezentująca środowiska maklerskie w USA, przywitała z zadowoleniem nominację Coxa, ale jednocześnie wezwała nowego szefa SEC, aby rozważył wprowadzenie mniej kosztownych regulacji, bardziej równomiernego nadzoru oraz doprowadził do zunifikowania amerykańskich standardów z międzynarodowymi. Lobby reprezentujące interesy konsumentów było jednak mniej zachwycone. Joan Clarybrook, szefowa organizacji Public Citizen, nazwała nominację "policzkiem dla inwestorów", twierdząc, że osoba Coxa nie gwarantuje, że administracja w Waszyngtonie będzie stanowczo zwalczać korporacyjne oszustwa.