To był jeden z najbardziej interesujących tygodni giełdowych podczas wakacji. Sytuacja zmieniała się na rynku jak w kalejdoskopie, co mogło zadowolić nawet najbardziej wybrednych inwestorów. Z całą pewnością byliśmy świadkami "zmiany jakościowej" na futures. Liczba otwartych pozycji powyżej 33 tysięcy i rosnące indeksy to dość nietypowa sytuacja. Najwyraźniej dzięki hossie na rynku pojawili się nowi inwestorzy, którzy zainteresowali się lokowaniem w tego typu instrumenty.

Długo oczekiwana korekta wreszcie nadeszła, ale ma kłopoty z zadomowieniem się. Po jednodniowej wyprzedaży nastąpiła szybka riposta byków. Za środowy spadek zdecydowanie obwiniłbym inwestorów zagranicznych, którzy realizowali dość pokaźne zyski po ostatnich wzrostach. Na "zagraniczną" podaż wskazuje również spadek giełdy budapeszteńskiej. Wydawałoby się więc, że nadarzyły się wreszcie idealne warunki, by doprowadzić do 10-proc. korekty WIG20, tym bardziej że giełdy zachodnie i giełda amerykańska spadają.

Dlaczego więc nie spada? Według mnie z dość prostej przyczyny. Na rynku jest zbyt dużo wolnej gotówki. Wiadomo, że podczas ostatniej fali wzrostów OFE nie kupowały akcji (są nieliczne wyjątki), więc "kasa" przekazywana z ZUS-u rośnie im na kontach. Dzięki dobrej koniunkturze na giełdzie Polacy coraz chętniej powierzają swoje oszczędności funduszom inwestycyjnym, dzięki czemu mają one coraz większe aktywa. Coś z tymi pieniędzmi muszą zrobić. Jako że podaż akcji jest niewielka, trwa "czarowanie" rynku. Najwyraźniej w tym wszystkim połapali się klienci "kontraktowi", dzięki czemu czwartkowa sesja przyniosła zmniejszenie bazy pomiędzy futures a WIG20 z nieprzyzwoitych -60 pkt do niezrozumiałych -40 pkt. Baza staje się teraz drogowskazem dla dalszych notowań WIG20 i póki jest tak silnie ujemna, nie liczyłbym na głęboką korektę. Problem pojawi się w momencie "zerowania" bazy.

Obecna korekta powinna mieć charakter krótkotrwały i sądzę, że będzie bardziej przebiegać w trendzie bocznym niż ostrym trendzie spadkowym. Głębszego spadku indeksów spodziewałbym się po dojściu WIG20 w okolice 2500 pkt.