Pod znakiem solidnego wzrostu przebiegały wtorkowe notowania na zagranicznych giełdach. Zdecydowanie wydarzeniem nr 1 sesji było posiedzenie Komitetu Otwartego Rynku Zarządu Rezerwy Federalnej. Wieczorem decydował o dalszym kształcie polityki pieniężnej za Atlantykiem, a analitycy zgodnie twierdzili, że nastąpi już dziesiąta z rzędu podwyżka stóp procentowych o 25 pkt bazowych. Dla inwestorów jednak ważniejsze były konkluzje, jakie po ogłoszeniu decyzji wygłosi Alan Greenspan. Panowało optymistyczne przekonanie, że szef Fed zapowie dalsze systematyczne podnoszenie oprocentowania, tak aby zapobiec wzrostowi napięć inflacyjnych, ale jednocześnie utrzymać solidne tempo wzrostu gospodarczego. A o tym, że koniunktura za Atlantykiem jest bardzo dobra, mogły świadczyć najnowsze dane makroekonomiczne. Departament Pracy poinformował o wzroście wydajności pracy w II kwartale, choć w wolniejszym tempie niż w poprzednim okresie, bo o 2,2%. Koszty pracy, ważny wskaźnik inflacji, zwiększyły się o 1,3%, mniej od oczekiwań i wolniej niż w I kwartale. Tym razem na przeszkodzie zakupom akcji nie stały też doniesienia z rynku ropy naftowej, która wczoraj staniała. Choć zapewne to tylko korekta.
Wśród spółek na pierwszy plan wysunął się potentat informatyczny Cisco Systems. O nim głośno jest ostatnio ze względu na plotki mówiące o tym, że chce przejąć Nokię, ale wczorajsze zakupy akcji koncernu raczej nie miały nic wspólnego z tymi spekulacjami. Cisco już po zamknięciu sesji miał po prostu opublikować wyniki kwartalne, a rynek oczekiwał, że będą bardzo dobre. Dlatego przed południem notowania spółki wzrosły o 1,5%. Do godz. 18.00 polskiego czasu wskaźnik Dow Jones zyskał 0,71%, a Nasdaq Composite 0,52%.
Dobre doniesienia zza Atlantyku spowodowały, że po południu przyspieszył wzrost głównych indeksów europejskich. Londyński FT-SE 100 zyskał 0,36%, frankfurcki DAX zwyżkował o 1,48%, a paryski CAC-40 o 1,14%. Podobnie jak dzień wcześniej w centrum zainteresowania inwestorów znalazły się koncerny naftowe - Shell (+2,2%) czy Total (1,2%), co dowodzi tego, że inwestorzy nie wierzą, iż wzrost ceny ropy na światowych rynkach zostanie zahamowany.