We wtorek, zgodnie z oczekiwaniami, Komitet Otwartego Rynku Banku Rezerwy Federalnej (FOMC) po raz dziesiąty podniósł stopy procentowe o 25 pb. Tym samym stopa funduszy federalnych wzrosła do 3,5%. Rynek jednak bardziej od samej decyzji interesowało jej uzasadnienie. Ostatnio opublikowane dobre czy wręcz bardzo dobre dane z amerykańskiej gospodarki mogły budzić obawy, że Fed zamiast powoli kończyć cykl podwyżek, zintensyfikuje ten proces.
W uzasadnieniu środowej podwyżki nie znalazło się nic nowego i to pozwoliło na zamknięcie głównych amerykańskich indeksów powyżej kreski. Trzeba jednak pamiętać, że dość często dopiero drugiego dnia rynek akcji w sposób właściwy reaguje na decyzje FOMC. Środowa sesja na Wall Street rozpoczęła się od wzrostu. Początek więc pokazywał, że wtorkowy spokój inwestorów odzwierciedla prawdziwe odczucia rynku odnośnie wtorkowej podwyżki.
Sytuacja techniczna na wykresach S&P500 czy też Nasdaq Composite, pomimo spadków z końcówki ubiegłego tygodnia oraz będących tego konsekwencją sygnałów sprzedaży na głównych wskaźnikach, wciąż sprzyja wzrostowi. Oba indeksy w dalszym ciągu znajdują się ponad czteromiesięcznymi linia trendu wzrostowego (odpowiednio 1220 pkt i 2150 pkt). Natomiast na wykresach w kompresji tygodniowej obu indeksów, pomimo utworzonych w minionym tygodniu spadających gwiazd, wciąż aktualne są silne, średnioterminowe sygnały kupna. Dlatego też do czasu, aż S&P500 i Nasdaq nie spadną poniżej opisanych linii hossy, a świecowe formacje na wykresach tygodniowych nie zostaną potwierdzone przez długie czarne świece, strona popytowa jest w o wiele lepszej sytuacji. Tym bardziej że amerykańskie giełdy wciąż ignorują wszystkie złe wieści (jak chociażby rekordowe ceny ropy).
Analizując sytuację techniczną, wyniki amerykańskich spółek, czy też ostatnio publikowane dane makroekonomiczne z USA, otrzymujemy niemal sielankowy obraz. To powinno wzbudzić czujność, bowiem do jesieni, okresu tradycyjnie wiązanego ze spadkami (październik to przecież miesiąc krachów) już coraz mniej czasu.