Losy wsparcia wyznaczonego na wykresie S&P 500 przez linię trendu wzrostowego, wyprowadzoną z kwietniowego dołka, oraz przez marcowy szczyt wydają się przesądzone. Odbicie od niego w pierwszej połowie sierpnia okazało się nad wyraz słabe. To było kolejne ostrzeżenie, że kupujący słabną. W takiej sytuacji spadek poniżej wsparcia jest kwestią czasu. Zakończenie notowań poniżej 1223 pkt będzie ostatecznie kończyć czteromiesięczny wzrost i pozwoli spodziewać się pogorszenia koniunktury.
Na tygodniowym MACD wciąż obecna jest podwójna negatywna dywergencja. Teoria mówi, że w takiej sytuacji odwrócenie notowań może nastąpić w sposób nagły, a spadek przybrać dużą siłę. Kolejne dni na amerykańskim rynku będziemy konfrontować z tymi ostrzeżeniami. Realizacja takiego scenariusza wiązałaby się ze zwiększeniem zmienności na parkiecie. Właśnie wskaźniki zmienności mogą w najbliższych tygodniach nieść najcenniejsze informacje. Jeśli nie będą wykazywać zwiększonych wahań, spełnienie się ostrzeżeń wynikających ze wskazań tygodniowego MACD stanie pod znakiem zapytania. Po przełamaniu 1223 pkt podaż nie powinna mieć problemów ze sprowadzeniem S&P 500 do 1202 pkt, gdzie znajduje się 38,2-proc. zniesienie czteromiesięcznego ruchu zwyżkowego.
Pesymistyczne zapatrywania uzasadnia wykres Nasdaqa. Sygnał kupna w postaci przełamania w lipcu szczytu z końca 2004 r. okazał się fałszywy. Indeks znalazł się w tym tygodniu poniżej prostej łączącej dołki z końca kwietnia i czerwca, czym potwierdził sygnał sprzedaży. Sekwencja zdarzeń jest taka sama jak w końcówce minionego roku, kiedy wyjście ponad górkę z początku 2004 r. oznaczało kres wzrostu, a nie zapowiedź podtrzymania dobrej koniunktury.
Z wczoraj opublikowanych danych o inflacji i produkcji przemysłowej niepokojące były szczególnie te drugie. Roczna zmiana produkcji od początku roku pozostaje poniżej 12-miesięcznej średniej. Lipcowe dane tego nie zmieniły. To osłabienie aktywności w tym sektorze gospodarki uzasadnia gorsze zachowanie spółek przemysłowych w tym roku. Straciły one przeciętnie 3,2%. Mają przeszło 10-proc. udział w kapitalizacji indeksu S&P 500.